Płyty dwie

Dawno nie było niczego z Jamendo, bieżę zatem nadrobić zaległości. Gorliwość moja nie zna granic, dziś zatem aż dwie płyty.

Ostrzegam: będzie wypoczynkowo, żadnych tam głębokich doznań. Wiosna w pełni a za cały naród w maju myślą maturzyści - można więc pozwolić sobie na rozrywkę lekką, łatwą i przyjemną. Taką do kosiarki, ewentualnie innego grilla. O, do piwa też.

Zaczniemy od płyty noszącej dość nietypowy tytuł, na widok którego wśród linuksowej braci rozlegną się oklaski.

Okładka płyty grupy Gerador Zero

Oklaski.

Tym , którzy nie dostąpili jeszcze oświecenia, tłumaczę. Nazwa zespołu: Gerador Zero, Brazylia. Tytuł płyty: #!bin/bash. Tracklist:

1. #!/bin/bash
2. for x in *.wav; do
3. oggenc -q 6 $x
4. rm $x
5. done

Dziewięćdziesięciu procentom ludzkości nic to nie mówi, linuksiarstwo jest zachwycone, bo widzi skrypt konwertujący pliki WAV do formatu Ogg Vorbis. W taki oto sposób rozwiązali Brazylijczycy odwieczny problem każdego artysty Jak, do jasnej cholery, zatytułować poszczególne ścieżki?.

Jakiego rodzaju jest to granie? Jak większość utworów na Jamendo: elektronika, którą autorzy opatrzyli między innymi tagami nerdcore, geek. Wszystko jasne? Jasne. Uważam jednakże - i to całkiem serio - że płyty może wysłuchać także przeciętny użytkownik Windows i nie stanie mu się wielka krzywda. Po pierwsze dlatego, że rzecz jest krótka (dwadzieścia minut), po drugie - muzyczka jest powyżej średniej. Gdy jej słuchałem, miałem cały czas wrażenie że skądś znam te patenty. Później odkryłem skąd, ale o tym na końcu tego tekstu.

Koniec tekstu nastąpi jednak nie wcześniej niż po kilku słowach dotyczących kolejnego krążka:

Okładka płyty Maf

O ile okładka poprzedniej płyty mówi coś może kilku procentom ludzkości, o tyle tą powyższą rozpoznać i docenić mogą jedynie wybrańcy. Wybrańcy, który choć raz w życiu zajrzeli na pouet.net. Mowa o scenowcach.

Maf, Francuz z urodzenia, nagrał płytę na dźwięki z której cieszą się pysie ludzi pamiętających pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych a już dokonania grupy Lemon w szczególności. Wesoła muzyczka, oparta na wesołych, ośmiobitowych sampelkach, dobiegająca z Amig 500 i 1200. Naprawdę trudno mi tu napisać cokolwiek bardziej przybliżającego charakter tego wydawnictwa. Emeryci, którzy pół życia strawili na giełdach komputerowych i copy-parties odpadną przy głośnikach, reszta - w ramach eksperymentu - może sobie spróbować zaaplikować dousznie takie granie. Let’s broad our minds, jak mawiał nieodżałowany Joker. W końcu mamy majówkę.

Dobrze, teraz rozwiązanie zagadki ze środka tego wpisu. Skąd znam te patenty? Obie płyty łączy, jak się okazało, wiele.

Hi, I’m Fabio FZero. I’m an electronic music producer from Rio, and my main project is Gerador Zero.

The project started off in 1995 with a different name - Subwoofer Conspiration - and changed to Gerador Zero (”Generator Zero”) in 1999. The first releases were basically tracked music modules distributed through some now defunct FTP sites and informally on IRC channels, in the height of the demoscene era.

Świat jest mały, a scenowcy nawet nad Amazonką.

O, i jeszcze łamigłówka, żeby się całkiem umysłowo nie rozleniwić (klik, jeżeli kto potrzebuje okulisty):

Łamigłówka

try^d - “Listen”

O grupie try^d już kiedyś pisałem, przy okazji mini-recenzji albumu “Public Domain”. Niedawno wyszedł nowy krążek - “Listen”.

Okładka albumu Listen

Drugi album często jest gorszy niż ten pierwszy, niż debiut. Tutaj na szczęście jest odwrotnie. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że “Public Domain” to był swojego rodzaju rozbieg przed nagraniem “Listen”. Ta płyta jest lepsza, dojrzalsza, ciekawsza, bardziej zróżnicowana. Try^d ma spory potencjał komercyjny - posłuchajcie “Breathe” albo “Alone”. Rozrzut stylistyczny dobrze oddaje różnica pomiędzy “Listen” a “You Are God”, choć jako całość album utrzymuje spójność. Słucha się tego bardzo przyjemnie, w dodatku za całkowitą darmochę, chociaż płyty CD można kupić na przykład przez Amazon. Gdyby ktoś bardzo chciał, może nawet obejrzeć teledysk do “Breathe”.

Zapraszam, warto posłuchać. Torrenty w dłoń i do boju!

Silence - “L’autre endroit”

Każdy ma chyba jakąś muzykę tła, prawda? Muzykę, której nie musi właściwie słuchać, wystarczy że ją słyszy. Przydatną przy długich sesjach przy komputerze czy książce. Mowa o dźwiękach, które pozwolą się skupić na tym, co akurat przyszło nam robić a przy tym stwarzają miłą, niezobowiązującą atmosferę. Każdy ma chyba jakąś muzykę tła, prawda?

Moja propozycja na dziś z tej kategorii, zaczerpnięta rzecz jasna z Jamendo: wytwór belgijskiej myśli muzycznej. “L’autre endroit” grupy Silence.

Okładka albumu

Według jeden z recenzji jest to, uwaga, pseudo-classical ambient progressive electro-rock. Być może, kłócić się nie zamierzam. Wiem jedno: słucha się tego bardzo przyjemnie, a o to w końcu chodzi. Poziom w miarę wyrównany, realizacja bezbłędna. Zapraszam do pobierania.

t r y ^ d - “Public Domain”

Utworzyłem nową kategorię na blogu. Właściwie podkategorię, podrzędną w stosunku do kategorii “muzyka”. “Jamendo” - bo tak się nieskomplikowanie nazywa - będzie przechowywała krótkie notki polecające kolejne płyty wyszperane w serwisie jamendo.com. Krótko o nim samym: potężna składnica bezpłatnej muzyki, muzyki ładnie otagowanej, na życzenie streamowanej, do pobrania gotowej. Pobieranie odbywa się poprzez serwery BitTorrenta lub eDonkey, dźwięki zapakowane są w formaty MP3 i OggVorbis. Nic, tylko słuchać. Jak dobrze pójdzie (czytaj: licencja jest na tyle liberalna) można to sobie nawet samplować, przekształcać, miksować. Słowem: raj.

Jamendo znam od dawna, nigdy jednak nie chciało mi się niczego stamtąd ściągać. Wychodziłem z durnego założenia, że to jakieś amatorskie, garażowe granie. O, jakże się myliłem. Z błędu wyprowadził mnie już pierwszy pobrany album: “Public Domain” grupy Tryad.
Okładka albumu

Tryad to grupa nietypowa, ansambl ludzi kontaktujących się ze sobą za pośrednictwem internetu. Jak się okazuje, nie przeszkadza im to wcale w nagrywaniu naprawdę doskonałej muzyki. Utwory takie jak “I See” czy “Witness” robią spore wrażenie. Całość to zgrabne połączenie ambientu, popu, triphopu i cholera wie czego jeszcze.

Warto, naprawdę warto.