Gdy znika profil w Thunderbirdzie…

…oznacza to prawdopodobnie, że Wasz prefs.js odszedł do krainy wiecznych łowów. Przydaje się wtedy porada z bazy wiedzy Mozilli i backupy.

Backupy rządzą, zdecydowanie. Po raz pierwszy w warunkach domowych uratowały mi tyłek.

Microsofcie, daj się lubić

Nie jestem z tych, co to mają uczulenie na dźwięk TEGO słowa. Nie podnieca mnie pisownia Micro$oft. Z firmą Gatesa związałem swoje zawodowe życie, przysięgam też na wszelkie świętości, że część technologii opracowanych w Redmond jest naprawdę bardzo dobra. Serio.

Z Microsoftem problem mam jednak taki, że nie trawię ich działu marketingu. Szlag mnie trafia przede wszystkim, gdy przekazy jawnie reklamowe przebierane są w techniczne szatki, gdy jacyś geniusze w krawatach i z kalkulatorami w ręku powodują, że osoby z pionu technicznego zaczynają - jak to się mówi - rżnąć głupa. Najświeższy przykład to Jeff Jones.

Jeff, proszę ja Was, to nie byle kto, tylko sam Security Strategy Director in Microsoft’s Trustworthy Computing group. To ważna persona w firmie, bo ze strony MS od jakiegoś czasu na równi z okrzykami developers, developers, developers słychać też security, security, security. Ja zwyczajnie nie wierzę, że Jeff nie wie jak mierzyć poziom bezpieczeństwa produktu. Wie, a mimo to rżnie głupa.

O co poszło? O to, że IE blog zapowiedział ukazanie się raportu poświęconego bezpieczeństwu przeglądarek. IE blog słowem się nie zająknął, że to Jeff - znaczy pracownik tej samej firmy - przygotował ten raport, ale mniejsza z tym. Najważniejsze jest to, co ów raport zawiera. Jones wywodzi w nim bowiem, że Internet Explorer bezpieczniejszą przeglądarką jest (od Firefoksa), no bo przecież ma mniej wykrytych błędów. Nie jest to nowość, bo pamiętam jak w ramach akcji “Get the Facts” macierzysta firma Jeffa twierdziła że 2003 Server jest lepszy od takiego RHEL-a, bo ma mniej zgłoszonych błędów. O tym, że dowolna dystrybucja Linuksa zawiera o wiele więcej oprogramowania niż W2K3 Server, nikt się nawet nie zająknął. Security Strategy Director idzie tym tropem po latach, kiedy wydawało się, że takie argumęty legły już w gruzach. Widocznie komuś w marketingu przypomniało się, że warto by było uczcić pierwszy roczek IE7 i narobić nieco hałasu. Udało się, ale czy na pewno jest ten rodzaj hałasu o jaki chodziło? Przejrzyjcie komentarze, użytkownicy przeglądarki dopytują się co dalej z tym programem, dlaczego wiadomo, że nic nie wiadomo?

Wracając na chwilę do porównań: polecam aktualną, niezależną, rzetelną analizę, która jest dla Microsoftu po prostu miażdżąca.

Dwa łyki statystyki

Z całej tej historii płynie jednak wniosek tyle nieoczekiwany, co smutny. Niezależnie od tego, co powodowało Jeffem Jonesem przy publikacji jego analizy - naciski marketingu czy brak kompetencji - Microsoft po raz kolejny każe mi wątpić czy aby na pewno wie o co robić, żeby to jego security, security, security można było brać na poważnie.

PS Na planecie Mozilli posypały się komentarze, z czego jeden wpis uważam za szczególnie zabawny: Critical Vulnerability in Microsoft Metrics.

Fx 3 beta 1 - jest na co czekać

Ściągnąłem, poużywałem, jestem pod wrażeniem. Firefox zrobił się sporo szybszy (przynajmniej pod Linuksem), zajmuje mniej pamięci, ślicznie integruje się z GNOME, ma kilka fajnych nowości. Jest na co czekać.

Przy okazji: trwają spory czy logo Firefoksa przedstawia lisa czy może pandę małą. Uważam, że w świetle poniższego zdjęcia nie ma się już o co kłócić.

Kot czy nie kot?

Pomóż Sunbirdowi

Jeżeli używasz mozillowego Kalendarza, masz czas i chęci oraz znasz angielski, to może pomożesz w tworzeniu pomocy dla użytkowników tego programu? Gdy wersja angielska będzie już jako-tako ustabilizowana, zostanie przez Aviary.pl przetłumaczona na język polski.

Z góry dziękuję.

Mozilla Prism

25 października Mozilla ogłosiła, że projekt WebRunner zmienia nazwę na Prism. Zmiana nazwy rzecz dobra, bo jak to określił Alex Faaborg:

As much as I love geeky references, (especially recursively geeky references), we have to remember that most people aren’t going to semantically disambiguate terms the same way we do. For mainstream users, “running” means faster than jogging, and similarly “execution” involves killing people.

Zmiana nazwy miała jeszcze jedną zaletę: uświadomiła mi samą ideę. Nazwa WebRunner obijała mi się o uszy od czasu do czasu, ale nigdy jakoś nie próbowałem się wczytać w cele tego projektu.

O co zatem chodzi? O to mniej więcej, żeby aplikacje webowe, takie jak Gmail, Google Reader czy Flickr w jak największym stopniu zintegrować z pulpitem przeciętnego Kowalskiego. Przeciętny Kowalski odbiera dziś bowiem takiego na przykład Gmaila jako stronę, którą trzeba odwiedzić posługując się przeglądarką, zalogować się i dopiero korzystać. Po wszystkim należy się wylogować i zamknąć okno przeglądaki. Mozilla proponuje: zapomijmy o przeglądarce. Niech aplikacje dostępne online staną się z punktu widzenia użytkownika do nie odróżnienia od tych samodzielnie instalowanych w systemie. Niech użytkownik kliknie na ikonkę w menu Start, pasku szybkiego uruchamiania, na pulpicie, doku, gdziekolwiek. Niech otworzy się okno, które załaduje z sieci kod potrzebny do uruchomienia i niech pracuje się z nim, jak z każdą inną aplikacją. Żadnych “wstecz”, “naprzód”, “zatrzymaj”, “ulubionych”. Okno, w nim program. Na przykład tak:

To okno to w rzeczywstości silnik renderujący Firefoksa, ściślej: XULRunner.

To jest dokładnie to, co w tej chwili potrafi Prism: utworzyć we wskazanym przez użytkownika miejscu skrót do aplikacji online i uruchamiać go w oddzielnym oknie. Po zainstalowaniu pakietu i jego uruchomieniu pojawia się takie coś:

A tak to ma wyglądać docelowo:

Prism ma zostać wbudowany w przeglądarkę, użytkownik więc po natrafieniu w sieci na jakiś ciekawy serwis, który chciałby mieć dostępny “pod ręką” po prostu przechodzi do opcji Convert to application, odklikuje co trzeba i gotowe.

W polskiej części sieci natrafiłem już na kilka komentarzy w rodzaju Czym to się różni od Active Desktop (wszystkim) czy No dobrze, w czym to jest lepsze od skrótów do strony na pulpicie? Na drugie pytanie odpowiedź brzmi: póki co różnica jest estetyczna, ale projekt nabiera rumieńców. Prism ma w przyszłości oferować mechanizm pracy offline oraz dostęp do akceleracji 3D. Wyobrażacie sobie aplikacje, które to wykorzystują, zwłaszcza w kontekście takich projektów jak IronMonkey (obsługa kodu Pythona i Ruby’ego w silniku Tamarin)? Osiągnięcie możliwości pracy bez połączenia z siecią nie wydaje się dalekie, bo przecież Google Gears istnieje i ma się dobrze, relacje na linii Google-Mozilla są co najmniej bardzo dobre a kod jest otwarty. Marzy mi się jeszcze zintegrowanie OpenID i nadanie mu statusu standardowej metody logowania.

Prism podobny jest nieco do Adobe AIR (przy czym ten pierwszy pozwala na przekształcenie dowolnej strony w aplikację pulpitową), w mniejszym stopniu do Silverlight Microsoftu. Kto wygra ten wyścig, zobaczymy. Trzymam kciuki za Mozillę.

Na koniec osobista refleksja: do tej pory wizje powszechności aplikacji online traktowałem jako pobożne życzenia. Od klikunastu dni mam nowe łącze (1 Mbps) i od tej pory Web 2.0 zaczyna nabierać rumieńców. Przenoszenie niektórych aplikacji “w sieć” ma też tą zaletę, że podniesie poziom bezpieczeństwa przeciętnego peceta - odpadnie ból głowy związany z faktem, że 90% ludzkości nie aktualizuje raz zainstalowanego programu. Z drugiej strony zapewnienie dostępu do systemu plików dla kodu znajdującego się na drugim krańcu globu może mieć jeszcze gorsze skutki. Wiele zależy od tego jak zostanie zaprojektowane przyjęte ostatecznie rozwiązanie i czy będzie otwarte.