Żwawy Rogaty Zając

Tym razem Mark poszedł po całości i wymyślił nazwę, która jest nieprzetłumaczalna na polski. Trudno. „Rogaty zając” to pierwsze, co przyszło mi na myśl, być może ktoś, gdzieś, kiedyś wymyśli coś lepszego.

Ad rem: Ubuntu 9.04 stawia przed sobą dwa zasadnicze cele - skrócenie czasu startu systemu i zatarcie granicy między webaplikacjami i aplikacjami instalowanymi lokalnie. Czy to oznacza, że domyślnie instalowane będzie Mozilla Prism? Się okaże.

Ode mnie w każdym razie stopy wody pod kilem.

Brawo ci panowie!

Piętnaście lat temu niejaki Ian Murdock wymyślił Debiana. Wiecie, to ta dystrybucja, której najbliżej chyba do RMS-a i na której listach dyskusyjnych toczą się pryncypialne dyskusje ideologiczne, to wreszcie ta dystrybucja, która „ma to coś” i kiedy wszystkie inne polegną, trwać będzie na posterunku w doskonałej formie.

Pozwalam sobie pogratulować pierwszych piętnastu lat i życzyć wielu, wielu kolejnych. „Keep up the good work!”, jak to mówią.

A obrazek poniżej ukradłem z witryny Ubuntu.

XBMC dla Linuksa

Wspominałem kiedyś o XBMC dla Maka? Wspominałem. Nadeszła pora na wersję dla Linuksa, a konkretnie na paczki dla Ubuntu. Chwilowo jestem odcięty od własnego laptopa, więc gdyby ktoś był tak miły żeby program ten przetestować i podzielić się wrażeniami, byłbym wdzięczny.

Na bóle z Ubuntu 8.04

Dla wszystkich, którym coś tam nie działa w nowym Ubuntu: na ubuntuforums.org pojawił się wątek gromadzący wszystkie błędy wraz ze sposobami na ich usunięcie. Być może pomoże.

O, rymnęło mi się.

Premiera była wczoraj, wiem

Wierni czytelnicy pamiętają zapewne ten okres w życiu bloga, kiedy składał się on właściwie z samych doniesień z frontu działań prowadzonych przez Canonical i społeczność. Dziś - jak widać - o Ubuntu u mnie niewiele można poczytać, a to z tego prostego powodu, że:

  1. o premierze nowych wersji dystrybucji donosi nawet serwis sponsorowany przez polski Microsoft, a bieżące wydarzenia o niebo szybciej omawiają inne blogi;
  2. system po prostu działa, więc nie mogę opisywać swoich przeżyć związanych z łataniem tego czy owego. Nie tak często jak kiedyś.

Zdarzają się jednak chwile, kiedy wypada wspomnieć o tak ważnych wydarzeniach, jak wydanie kolejnej edycji, choćby z jednodniowym poślizgiem i chociażby z wdzięczności dla ludzi odpowiedzialnych za oprogramowanie napędzającego mojego laptopa.

Dzięki, panowie.

PS Autorem „plakatu” jest jabzbiz.