OMG, it’s ROTATING!

Obrazek: jest rok 1992, czterech kolesi siedzi w pokoju o rozmiarach małej piwniczki, w powietrzu można powiesić sporą siekierę. Ich rówieśnicy obłapiają właśnie w pobliskiej dyskotece co łatwiejsze panny, dźwięki „Voyage, voyage” ledwo dobiegają na ósme piętro wieżowca. Jeszcze je słychać, bo już za chwilę zagłosi je Firefox (nie, nie przeglądarka - nastolatek taki). Firefox, Szwed z pochodzenia, przyłożył rękę do do czegoś, co już za moment, w tym małym pokoju, będzie przedmiotem zaciekłych debat i zawziętej analizy. „Jak oni to zrobili?”, „Jak wyciągnąć muzykę?”, „Jak zrobić coś podobnego?” Właściciel pokoju podłącza właśnie wszystkie kabelki do pudełka, które wygląda na przerośniętą klawiaturę. Najważniejszy kabelek biegnie do wieży. Już za chwilę się zacznie, już czuć w pokoju pełne napięcia wyczekiwanie…

Ta klawiatura to oczywiście Amiga 500, zaś Firefox, jako członek grupy grupy Phenomena przyłożył rękę do dema Enigma - produkcji, która w te letnie wieczory rozpalała kilku nastolatków daleko bardziej niż najzgrabniejsze koleżanki. Cóż, jak widać od samego początku nie byłem normalny.

Na Enigmę natrafiłem dziś zupełnym przypadkiem i postanowiłem się podzielić tą radością. Dla jednych młodość to płyty Beatlesów, dla mnie to kilkunastoletni dzieciak ze Szwecji, który nauczył się obsługiwać trackera.

Właściciel tej Amigi, tej wieży i tego pokoju czasem tu zagląda. Idę o zakład, że nim szarpnie wzruszenie, gdy to przeczyta. Liczę też, że w końcu się umówi na tą wódkę, którą sobie dawno temu obiecywaliśmy.

Na koniec najlepsze. Niespodzianka. Po latach do muzyki z „Enigmy” przysiadła legenda amigowej muzyki - Virgill. Dobry ów człowiek machnął taki remiks, że proszę siadać, drzwi zamykać. Zrywa beret i skalpuje na poczekaniu. Udostępniam go niniejszym, żeby nie narażać was na 140 MB musicdiska, do którego którego należy ten utwór. Autorów musicdiska, jak i samego Virgilla na wszelki wypadek przepraszam.

Amiga rulez. Nie dla dzieci.

Miałem o tym nie pisać, bo zaraz ktoś mi wypomni, że jest przecież pierdylion innych miejsc, skąd można wziąć podobne słodkości, ale temat chodzi za mną od dwóch dni i nie chce się odczepić.

Madams et Monsieurs, oto Amiga Demo Podcast. Znajdziecie tam - taaadaaam! - amigową klasyką w formatach H.264DivX. Więcej nawet, jak się uprzecie, to wygrzebiecie intra z najbardziej znanych gier a ci najbardziej wytrwali dotrą nawet do czterokanałowych, klasycznych modułów w formatach AACMP3.

Rzecz kompletnie nieprzydatna dla młodzieży, za to starcy pamiętający giełdy z lat osiemdziesiątych zapłaczą łzami rzewnemi. To były mniej więcej te czasy, gdy siedziało się nad poszczególnymi pętlami kodu żeby zaoszczędzić dwa-trzy cykle na każdym przejściu czy ocalić kilkaset bajtów pamięci. Zupełnie niedzisiejsze zajęcie. Jak napisał Pornel, od którego mam cynk: dla tych, którzy chcą spalić 2^n więcej cykli procesora i bajtów RAM, niż oryginalny sprzęt.

Ja już palę.

fr-041: jawdropper

Farbrausch dał ognia. Najnowsza produkcja dorównuje co najmniej kultowemu już fr-08: .the .product. O ile fr-08 zapoczątkował nowy rozdział w kategorii „64k demo”, o tyle fr-041: debris zamierza chyba kompletnie przedefiniować pojęcie dema do 200 kB. Tak, to co widać na ekranie, całe 7 minut olśniewającego pokazu, zawiera się w pliku o rozmiarze 180 kB.

Klatka z dema fr-041: debris

Rzecz jest jedyna w swoim rodzaju, w typowo farbrauszowskim stylu. Trudno mi cokolwiek napisać poza jednym i oczywistym wezwaniem: obejrzyjcie! Posiadacze Windows i odpowiednio mocnych maszyn mogą zobaczyć to „live”, pozostałych zachęcam do pobrania niemal 200-megowego filmu QuickTime (jakość HD; oglądanie tego na YouTube lub jako kiepskiego AVI powinno być surowo karane).

Klatka z dema fr-041: debris

Co oznacza „odpowiednio mocna maszyna”? Twórcy zalecają CoreDuo o takcie minimum 2,4 Ghz (lub dwa takie Athlony), 1 GB RAM i kartę GeForce 7600/Radeon x1600 lub lepszą z 256mb własnej pamięci.

Klatka z dema fr-041: debris

Powyższe zrzuty ekranu nie oddają oczywiście choćby części tego, co oferuje animacja.

Linka podesłał CoSTa, podziękował.

Kewlers suck!

No, nareszcie. Ktoś zrobił to, co od dłuższego czasu aż prosiło się o zrobienie. Kewlers pożegnało się ze sceną w znakomitym stylu: wypuszczając demo 1995. Rzecz dziejowa, pozamiatała mną w sposób dość brutalny. Doskonała odtrutka na panujący od jakiegoś czasu styl scene poetry, wspaniały hołd dla ludzi, którzy na zawsze pozostaną w pamięci takich dziadków jak ja. Ścieżka dźwiękowa wprost wyjęta z połowy lat dziewięćdziesiątych (acz lekko podrasowana). Dely - jest nas już dwóch zachodzących w głowę dlaczego ta produkcja nie wylądowała na pierwszym miejscu tegorocznego Assembly. Mam swoje wytłumaczenie - dzisiejsza scena nie łapie już klimatów sprzed dziesięciu lat.

Kadr z dema

Dobra wiadomość: nie trzeba mieć Windowsa żeby obejrzeć to demo. Do pociągnięcia jest odpowiednie wideo, choć ja i tak najchętniej widziałbym linuksowy port. BTW - czy komuś udało się odpalić pingwinią wersję „Variform”? U mnie pada po przejściu intra.

Magia, normalnie magia

Magia internetu, dla jasności. Kiedyś, dawno temu, prowadziłem serwis poświęcony Atari ST. Serwis w pewnym momencie usechł a cały content wyparował z dysku przy którymś formacie. Aż tu nagle… TADAMMMM! Dzięki dobrym ludziom powrócił, co najlepsze, pod starą domeną. DemonSTracja.

Jej, ale ja jestem stary.