Na górze róże, na dole fiołki…

…a my się kochamy jak dwa aniołki. Stary ten przebój wszystkich pamiętników przypomina mi się zawsze, gdy wybucha kolejna odsłona wojny Riddle kontra krewni i znajomi Królika. Wojna, jak każda polsko-polska, toczy się o przysłowiową pietruszkę i jest głęboko bez sensu. Tak, u Riddle’a momentami wyczuwa się lekkie zadęcie, ale jest mnóstwo blogów zadętych o wiele bardziej. Stary jestem, więc pamiętam jeszcze potyczki atarowsko-amigowe, gdzie sytuacja była bardzo podobna. Zdolni ludzie nie potrafili się między sobą dogadać i woleli zajmować się dosrywaniem sobie nawzajem. Kres sporom kładło dopiero znalezienie się w jednej grupie towarzyskiej (ktoś pamięta przejście W.F.M.H. na Amigi?)

Być może się mylę, ale wydaje mi się że sprawy by nie było, gdyby nie internet. Przez sieć łatwo jest napisać pewne rzeczy, trudniej wypowiada się je w cztery oczy. Sytuacja staje się szczególnie niezręczna, gdy między zwaśnionymi stronami stoi dobrze zmrożone 0.7, w razie potrzeby i możliwości dyskutantów odpowiednio pomnożone. Gwarantuję że na wysokości drugiej, no może trzeciej butelki, problem zostaje rozwiązany. Co też rekomenduję i nieśmiało zalecam do wewnętrznego stosowania.

PS: Ja rozumiem grupę na last.fm, ale podkładka to już dziecinada2.

Kobiety na traktory! (znowu)

Wystartowała witryna Ubuntu Women, młodsza siostra funkcjonującej już od jakiegoś czasu Debian Women. Celem inicjatywy ma być rozwijanie damskiego pierwiastka w Ubuntu (to moje określenie, nie pochodzi od autorek akcji).

Łowców feministek błagam, żeby sobie odpuścili komentarze.

Zero zdziwień

Bez większych złudzeń czekałem na to, co będą mieli do powiedzenia przedstawiciele polskiego kleru na temat wczorajszych wydarzeń w Krakowie. Jak skomentują rzucane w tłum jajka, butelki i kamienie. Czy odniosą się jakoś do okrzyków Bij, kto w Boga wierzy! No i się doczekałem:

Z etycznego punktu widzenia nie można wyrazić aprobaty dla zachowań osób biorących udział w tzw. paradach równości. Według „Katechizmu Kościoła katolickiego” akty homoseksualne są z samej swojej natury nieuporządkowane. Są sprzeczne z prawem naturalnym i wykluczają z aktu płciowego dar życia.

Zero zdziwień.

Porno i duszno

O tym, że moim idolem jest minister Ziobro, wie chyba każdy kto czyta mnie w miarę regularnie. Wygląda na to, że będę miał parkę! Na horyzoncie pojawia się idolka. Posłanka Anna Sobecka dwoi się i troi żeby zwrócić na siebie moją uwagę. Dziś dokonała czegoś, nad czym biedziło się wiele tęgich głów na całym świecie, z reguły bezskutecznie. Zdefiniowała pornografię.

Pornografia to każda forma przekazu zawierająca elementy prostytucji. Prostytucja to każde działanie lub jego zamierzenie odwołujące się do czyichś potrzeb seksualnych, dla własnych korzyści.

Ja w trybie zapytania, Pani Poseł. Czy z chwilą wejścia tego przepisu w życie znikną z mediów reklamy prezerwatyw? W końcu ich producenci dopuszczają się prostytucji, podejmując działania odwołujące się do potrzeb seksualnych i czerpiąc z tego brudnego procederu niemałe korzyści. Czy w związku z tym hiobowe wieści dla wkrótce bezrobotnej załogi firmy Unimil przekaże Pani Poseł osobiście, czy może z anteny Radia Maryja, życząc im aby byli Bogiem silni? Czy mijam się z duchem przepisu, twierdząc że granice czwartej Rzplitej trzeba będzie zamknąć przed zagraniczną prasą, której zdarza się reklamować rzeczy jeszcze bardziej obrzydliwe? Czy ma pani poseł jakiś pomysł na to, w jaki sposób ocenzurować internet? Co zrobić z nadawcami satelitarnymi spoza granic naszej nieskażonej pornografią ojczyzny? Czy prawdą jest, że wkrótce powstanie drugi obieg filmowy, w którym rozprowadzane będą nie tylko dzieła wszystkie Teresy Orlovsky, ale i na przykład „Ostatnie tango w Paryżu” Bertolucciego, czy też „Gorzkie gody” Polańskiego?

Żarty żartami, ale przyznać trzeba że poselska myśl legislacyjna ewoluuje. W trzeciej kadencji, w epoce Maryjana Pięknego wymyślono i uchwalono, że pornografią są organy płciowe w trakcie stosunku. Jeden organ pornograficzny nie był, nawet dwa organy w trakcie innych czynności seksualnych mogły czuć się bezpiecznie. Wtedy rozbiło się to o prezydenckie weto. Teraz na weto bym nie liczył. W końcu Lechu ma żonę a Jarek kota.

Odezwa

Każdy, kto używa Gajima i leży mu na sercu jego dalszy rozwój a w szczególności rozwój polskiej wersji tego programu, powinien właśnie teraz się wykazać. Jeżeli nie używa wersji z SVN, powinien jej spróbować (to całkiem bezpieczne, kompiluję go codziennie właściwie od zawsze i nie narzekam). Osoby, które na dźwięk słowa „kompilacja” dostają dreszczy i innych sensacyj a przy okazji korzystają z Ubuntu, mogą też spróbować wydawanej codziennie przez Opiego paczuszki dla tego systemu. Po co ta cała zawierucha i to płomienne wezwanie? We wtorek, drugiego maja, ukaże się Gajim 0.10. Tak się złożyło że tą właśnie wersję, w zastępstwie Witka Kierasia, spolszcza yours truly. Spolszczenie wydaje się mieć ręce i nogi, nie ma to jednak jak kolektywne QA. Gdybyście zauważyli coś niepokojącego, coś co wymaga poprawienia, krzyczcie o tym do mnie. Adres mailowy w pliku gajim.po, w razie potrzeby za książkę życzeń i zażaleń mogą też robić komentarze do tego wpisu.

Do boju, rodacy. Do boju!