lowfat

Wbrew pozorom nie będzie o diecie niskotłuszczowej. Będzie o czymś zupełnie, zupełnie innym.

lowfat jest projektem mającym na celu stworzenie silnika służącego do zarządzania plikami - przede wszystkim zdjęciami. Jego autor stawia całkiem słuszną tezę, że współczesne menedżery plików nie oferują w tym względzie nic nowego. Faktycznie - zadanie polegające na przejrzeniu katalogu zawierającego kilkaset fotek nie jest niczym przyjemnym a już na pewno nie jest intuicyjne. lowfat proponuje inne podejście do tematu. Zaprzęga do pracy akcelerator 3D, dzięki któremu możliwe się staje przeglądanie zdjęć w taki sposób, w jaki przywykliśmy to robić na biurku. Ot, usypujemy kupkę i zaczynamy ją przeglądać. Przesuwamy zdjęcia w wybrane przez nas miejsca, obracamy, powiększamy, łączymy w mniejsze kupki… Jak w realu. Autor zapewnia, że takie efekty bez problemu udźwigną nie tylko dzisiejsze karty graficzne ale i te wczorajsze również i bez problemu da się pracować w 60 klatkach na sekundę i na pełnym ekranie.

Pełny ekran, właśnie. Jak dla mnie to największa wada tego pomysłu. Gdy uruchamia się lowfat, z ekranu znika pulpit GNOME. MacSlow zapowiada, że chce swój silnik zintegrować z Nautilusem i „podczepić” go pod Beagle - służyłby wtedy do prezentacji znalezionych plików. Ciekawym wyników. Ciekawym też, czy autor nauczy swoje dzieło korzystania z tagów GNOME, które być może już niedługo zawitają do stabilnych wydań tego środowiska.

Póki co zachęcam do pobrania screencastu przedstawiającego obecną kondycję projektu. Robi wrażenie.

Pan Minister pisał

Kibolska księga gości, wpisy numer 1714, 1711, 1709. Podpisano: Rafał Wiechecki, rzecznik prasowy Okręgu Zachodniopomorskiego LPR. Do tego komórka, którą odbiera Pan Minister Gospodarki Morskiej, pupil wicepremiera, Pana Ministra Edukacji Narodowej, Człowiek, O Którym Wiadomo Że Jeździ Pociągami. Cytujemy:

Czy ja się kurwa doczekam na telefon od was buraki pierdolone ?!!!

No to gnoje poczujecie stalową pięść Narodowego Odrodzenia Polski !!!

oraz last but not least

Iwonka nie łyka tylko się krztusi. Poza tym to chłopiec, taki sliczny łysy z NS88.

Pan Minister twierdzi że ktoś się pod niego podszył (w 2002 roku?) i straszy dziennikarza ABW. Można i tak. Mnie tam bardziej interesuje co z tym fantem zrobi Roman Co Się Gejom Nie Kłania, Opiekun Polskiej Młodzieży i Krzewiciel Wartości Patriotycznych Oraz Wszelakich Innych Też.

Wartości wzywają i zobowiązują, panie premierze.

PS: Wygląda na to, że tym razem jednak Pan Minister Od Kutrów jest niewinny. Przejrzałem poprzednie wpisy w księdze i coś tu nie gra… Zwracam honor.

Snail-mail górą!

Przynajmniej jeżeli chodzi o spam. Oto leży przede mną dossier płatności, które przysłała mi firma Ś.I.A.M (Światowy Instytut Anonimowych Miliarderów), skr. poczt. 45, 04-951 Warszawa. Ówże chce mi podarować 25 000 złotych polskich i przyjąć do swego grona, ponieważ tak postanowił niejaki N. Kingston. Nie znam gościa, ale doceniam ten skromny gest. Na drobne wydatki jak znalazł a z tytułów naukowych mam tylko skromnego magistra. Nie wiem tylko, dlaczego wzbogacenie się o dwadzieścia pięć dużych baniek uprawnia do członkowstwa w Światowym Instytucie Anonimowych Miliarderów. Może mają kryzys powołań?

No nic, czytam dalej, bo z koperty wysypało mi się pół tony makulatory. Brawo! - krzyczy do mnie dossier płatności - Nie tylko w końcu wygrałeś, ale co więcej, jest to WIELKA WYGRANA! Gdzieś na zapleczu mózgu kołacze mi się myśl, że od niepamiętnych czasów w nic nie grałem, ale dossier jest dobrze poinformowane (wygrywasz pierwszy raz, nieprawdaż?), więc pewnie wie lepiej, czy grałem w coś, czy może nie. Ś.I.A.M nie tylko chce mi podarować 25 000 peelenów, ale również zapewnia mnie podkreślonym boldem, że będę mógł je wydać na cokolwiek mi się zamarzy (jak tylko odeślesz Dokument Akceptacji Wygranej! - zwraca jednak uwagę).

Czym prędzej przekopuję się przez makulaturę, żeby wyłowić Dokument Akceptacji Wygranej i Dossier Przejęcia. Przez chwilę wyglądam jak pomysłowy Dobromir, zastanawiając się nad tym, co też mam przejąć i po cholerę mi do tego dossier, ale emocje biorą górę. Czytam coraz szybciej. Dowiaduję się, że dostanę nie tylko pieniądze! O nie! Dostanę również spersonalizowaną metodę N. Kingston, dzięki której w sposób pewny zostanę multi-milionerem. No jakby mi ktoś wiadro wody na głowę wylał… Przed chwilą jeszcze miałem być przyjęty do Instytutu Miliarderów a teraz proponują mi jedynie status multi-milionera? Cóż, życie to nie bajka, co potwierdza się w następnym akapicie, z którego dowiaduję się, że muszę na załączonym przekazie wpłacić symboliczną kwotę w wysokości 109 zł. Że jak? Tytułem niby czego? Tytułem częściowego pokrycia kosztów związanych z przekazaniem WIELKIEJ WYGRANEJ - odpowiada Dokument Akceptacji Wygranej i Dossier Przejęcia, co stawia mi włosy na głowie, ponieważ po raz pierwszy jakiś dokument czyta mi w myślach. Sparaliżowany strachem decyduję, że jednak nie skorzystam, ale Dokument Akceptacji Wygranej i Dossier Przejęcia jest cwany. Przytacza historię jedynej osoby, która odmówiła skorzystania z oferty N. Kingston. Nie podam Ci jej nazwiska, ale wiem, że nadal jest bezrobotna, stwierdza. Uffff… Na szczęście mam pracę, więc jeżeli odmówię, mieć ją będę nadal - bywało gorzej. Do wstąpienia w szeregi Instytutu nie przekona mnie nawet załączona Moralna Umowa Członków Instytutu (choć w czasach czwartej erpe każde świadectwo moralności zapewne się przyda) oraz fakt, że podpisał się pod tym wszystkim Kierownik oddelegowany do Ważnych Spraw, J. Goldstein. Żegnaj, bogactwie. Może innym razem?

PS: Przepraszam za przydługi wywód, ale nigdy nie dostałem tak uroczego spamiku. Jedna koperta a tyle radości.

Do czytania pod prysznicem

A jak ideę narodu pojmuje Maria Janion?

- Tak jak przedstawia ją brytyjsko-amerykański politolog Benedict Anderson w swej książce „Wspólnoty wyobrażone”. Naród nie tworzy się ani sam z siebie, ani z nadania Boga - jak to sobie wyobrażali niektórzy romantycy, lecz jest międzyludzką konstrukcją komunikacyjną, a więc wyobrażoną wspólnotą polityczną czy społeczną. Wówczas takie dziedziny jak historia idei, historia literatury, historia języka, historia sztuki bądź historia religii mają bardzo istotne znaczenie dla tego zespołu wyobrażeń, bo go bezustannie formują i sprawiają, że idea narodu jest cały czas w rozwoju. I tu jest wielkie pole do popisu dla historyków idei czy historyków literatury.

Trudność polega na tym, że nie wszyscy chcą przyjąć do wiadomości, iż naród jest wspólnotą wyobrażoną. Jeśli ktoś uważa, że naród to wspólnota dana przez siły nadprzyrodzone, wspólnota święta, zawierająca w sobie pierwiastek nadziemski, albo wspólnota biologiczna, to wówczas stajemy w obliczu dwóch skonfliktowanych wyobrażeń.

Wywiad z profesor Marią Janion. Dużo trudnych wyrazów, ale bardzo ciekawe i jakże niepopularne spostrzeżenia. Uwielbiam niepopularne spostrzeżenia.

Takie o życiu

Czyżby przyszedł czas odszczekać powiedzenie „jesteś głupi jak komentarz na Onecie”? Jak się okazuje, niektóre spostrzeżenia są całkiem trafne:

- Jaka jest różnica między PRL a IV RP?
- W PRL rząd był na emigracji w Londynie, a naród w Polsce. W IV RP jest odwrotnie.
~catchinsky, 26.05.2006 15:18

Znalezione na specjalistycznym blogu.