Jak Sosnowski dawał odpór

Trzynastego listopada w „Gazecie Świątecznej” ukazał się tekst Richarda Dawkinsa pod tytułem „Bronię ateistów”. Gdy go przeczytałem, od razu wiedziałem że bez polemiki się nie obejdzie. Nie obeszło się. Na tych samych łamach odpór Dawkinsowi dał Jerzy Sosnowski. Odpór ten zatytułował „Bogu nie robi się zdjęć”.

Zaczął z przytupem. Skoro Richard Dawkins uważa ludzi religijnych za głupców, nie widzę powodu, by ukrywać, że mam go za ślepca. Czy w tekście, do którego odnosi się Sosnowski pada słowo „głupiec”? Nie pada. Sosnowski radzi sobie z tym drobiazgiem dzielnie. Tłumaczy otóż, że może i profesor Oksfordu nie napisał tego wprost, ale na pewno tak myśli: ktoś, czyj światopogląd jest ufundowany na przekonaniu, że religia to społeczne urojenie, musi swego adwersarza uważać za człowieka inteligentnego inaczej. Ten uroczy cytat dowodzi, że autor ma wierzącą żonę. Nigdy, przenigdy nie błysnąłby podobnym konceptem, gdyby dzielił życie z ateistką. Zapewniam otóż, że można na co dzień obcować z osobą wierzącą i nie uważać jej za inteligentną inaczej. Serio. My z małżowinką najlepszym tego przykładem.

Stawiam tezę, że nasz polemista nie czytał tekstu Dawkinsa, ewentualnie czytał go będąc w stanie „skoncentrowanego inaczej”. Dawkins pisze zaraz na wstępie

Podejrzewam - właściwie jestem pewien - że jest wielu ludzi, których wychowano w tej czy innej religii, ale źle się w niej czują, nie wierzą w nią, albo też martwią ich różne złe rzeczy praktykowane w jej imieniu; ludzi, którzy mają niejasne poczucie, że chętnie porzuciliby religię swoich rodziców, gdyby tylko mogli - ale jakoś nie zdają sobie sprawy, że taka opcja naprawdę istnieje. Niniejszy tekst ma na celu uświadomienie, że bycie ateistą to dążenie całkiem realistyczne, a zarazem śmiałe i chwalebne.

Sosnowski tego albo nie zauważył, albo zignorował. Błąd - to jest klucz do zrozumienia o co chodzi w tekście, z którym przyszło mu polemizować.

Nie mam szczerze mówiąc pojęcia do jakiego kościoła chodzi Sosnowski. Być może ma to szczęście i każdej niedzieli spędza godzinę pogrążony w modlitwie z ludźmi, którzy naprawdę wiedzą po co tam przyszli. Alleluja, chwalmy Pana! Zapewniam go jednak, że kościoły, do których ja chodziłem (w czasach, gdy jeszcze chodziłem) w znakomitej większości wypełniał tłum, który pojawiał się tam z przyzwyczajenia. Ci ludzie kompletnie nie zdawali sobie sprawy, w co wierzą. Przekonani byli na przykład, że Maryja była dziewicą i do głowy im nie przyszło, że stało się tak w wyniku pomyłki tłumacza, który tłumacząc z hebrajskiego na grecki przypisał słowu almah znaczenie słowa betulah. Albo wyznawali katolicyzm w głębokim poważaniu mając jego podstawowe przykazania, wszelkie wyrzuty sumienia zostawiali zaś w pralni, czyli w konfesjonale. To właśnie tego rodzaju historie doprowadziły do tego, że stoję dziś po stronie Dawkinsa, w opozycji do Sosnowskiego.

Do tych właśnie ludzi, ludzi przysłowiowej „małej wiary”, „praktykujących acz niewierzących” skierowany jest tekst angielskiego biologa. Dawkins doskonale zdaje sobie sprawę, że osoby głęboko wierzącej z raz obranej drogi nie zawróci nikt i nic, jeno cud. W cuda jednak żaden ateista nie wierzy.

Autor polemiki uważa, że pisanie „być ateistą to żaden wstyd” jest wyważaniem otwartych drzwi. Kpi, czy o drogę pyta? W Polsce wyznanie takie - szczególnie w wykonaniu osoby publicznej - nadal ma się za rodzaj, excusez moi, pierdnięcia w salonie. Czy Sosnowski wyobraża sobie, żeby jakikolwiek polski reżyser miał odwagę powiedzieć to, co dosłownie przed kilkoma dniami powiedział u nas Peter Greenaway?

Myślę, że nadeszły czasy, kiedy możemy powiedzieć bez ogródek: jesteśmy sami na tym świecie i wszystko zależy tylko od nas samych. Nie możemy winić nikogo innego. Idea Boga jest przestarzała, Freud i Jung już się nie liczą. Może katolicy uznaliby to, co mówię, za przerażające. Ja myślę, że to wspaniałe. Jesteśmy wyzwoleni. Wszystko, co mamy, to naturalna śmierć, w pidżamie, w łóżku. Nagrodą w życiu jest otaczająca nas natura, nasze dzieci. Czego chcieć więcej?

O USA nie wspominam, Dawkins przytacza wyniki badaniach Gallupa z 1999 roku, ja sam pisałem że według innych badań ateiści w amerykańskim społeczeństwie cieszą się stałym, dramatycznie niskim zaufaniem.

Najbardziej ujmuje mnie jednak w tekście Sosnowskiego to, że dzieli religie. Dzieli je na lepsze i gorsze.

Ostatnio rozszerzono znaczenie pojęcia „religia” na drobne wspólnoty wyznaniowe, które zgodnie z prawem może dziś założyć właściwie każdy (w latach 90. sam byłem świadkiem półżartobliwej na szczęście dyskusji kilku osób, które nosiły się z zamiarem założenia w Polsce własnego Kościoła, licząc na zwolnienia podatkowe). Nic nie ujmując zdarzającym się czasem samotnym mistykom, w tego typu niewielkich wspólnotach, do tej pory zwanych nietolerancyjnie sektami, mnożą się nieraz najdziksze głupstwa i one także w artykule Dawkinsa obciążają uogólnioną religię.

Domyślam się, że Sosnowski nie słyszał o Latającym Potworze Spaghetti, nie mówiono mu o świętym czajniczku Betranda Russela, nie zna też wreszcie słów Stephena Robertsa Ja tylko nie wierzę w jednego więcej boga niż ty. Gdy zrozumiesz, dlaczego nie wierzysz we wszystkich pozostałych, zrozumiesz, dlaczego ja nie wierzę w twojego.

Kolejny cytat z polemiki doskonale ilustruje tezę o tym, że niektórzy są lepsi:

My się tu będziemy nawzajem - w imię wolności - obrażać, a tymczasem naszą euroamerykańską cywilizację zaatakują w końcu skutecznie, terrorem lub perswazją, wyznawcy radykalnego islamu.

Przeciwstawianie krwiożerczego islamu postępowemu chrześcijaństwu jest ostatnio modne. Pamiętamy awanturę, jaka wybuchła wokół karykatur Mahometa? W kilka tygodni później w Polsce miała miejsce afera z okładką „Machiny”. Ci sami, którzy nieco wcześniej nawoływali „nie przepraszać muzułmanów, niech żyje wolność słowa” poczuli się głęboko obrażeni Madonną w roli Madonny. Pamiętacie reakcję naszego Episkopatu? Była nieprzypadkowa: biskupi uważali, że nie wolno sobie otwarcie drwić z religijnych symboli. To jest dokładnie to, na co zwraca uwagę Dawkins, nie tylko on zresztą: że wszystkie religie, zarówno te małe, jak i te duże, zarówno te głupie, jak i te mądrzejsze, u swoich podstaw mają dokładnie tą samą myśl - „znamy tajemnicę wszechrzeczy, wiemy jaki jest sens naszej egzystencji”. Na pytanie „skąd?” można otrzymać tylko jedną odpowiedź „bo tak”. Sosnowski ujmuje tą odpowiedź nieco inaczej, jak na pisarza przystało: „doświadczenie rzeczywistości wiary”. Konia z rzędem temu, kto wie jak wywieść wiarę z rzeczywistości. Raczej z metafizyki, która z rzeczywistością niewiele ma wspólnego.

Polemista cytuje W Ducha Świętego się wierzy, Duchowi Świętemu nie robi się zdjęć. Nie może być. Od dłuższego czasu w każdej szkole publicznej w Polsce odbywają się lekcje poświęcone amatorskiej fotografii bytów nadprzyrodzonych, niektórzy chcą nawet egzaminów maturalnych z tego przedmiotu - z „religii”. Od wieków z kolei istnieją całe wydziały na uczelniach wyższych, które zajmują się kształceniem magistrów, doktorów i profesorów tego odłamu fotografii. Oni robią takie zdjęcia seriami, z różnych kątów, z użyciem różnorakiego sprzętu. Co więcej - o karierze w Watykanie można zapomnieć bez biegłej znajomości niewidzialnego aparatu fotograficznego.

Tak sobie myślę, że tekst Jerzego Sosnowskiego jest tak naprawdę wołaniem nie tyle o wolność do fotografowania, co do urządzania wystaw i domagania się, żeby uczestnicząca w nich publiczność była uprzejma milczeć, gdy wyda jej się, że na przykład tu leży kompozycja a tam kadrowanie. No, ewentualnie można o tym pisać, ale tylko w pismach branżowych.

Teksty.pl

Bloguś ma nowy dział: Teksty.pl. Znajdą się tam moje tłumaczenia ciekawych, anglojęzycznych artykułów wyszperanych w sieci. Na pierwszy ogień idzie „Pogadanka dla Microsoftu” Cory Doctorowa. Życzę miłej lektury i odrobiny refleksji.

Kto ma apetyt na władzę?

Jest kawałek władzy do wzięcia. Opi rezygnuje z funkcji głównodowodzącego polskiej społeczności Ubuntu (LoCo leader) i ogłasza publiczny przetarg na to stanowisko. Lider jest łącznikiem między polskimi użytkownikami i Canonical, jest też administratorem polskiej Planety Ubuntu oraz naszej listy dyskusyjnej. Szczególnych praw niestety nie posiada.

Jak widać robota jest odpowiedzialna i niewdzięczna. W razie gdyby ktoś jednak chciał się pomęczyć, niechaj bieży czym prędzej na listę dyskusyjną i niech się prezentuje.

Gajim 0.11 tuż, tuż

Wczoraj deweloperzy Gajima ogłosili zamrożenie ciągów do lokalizacji. Oznacza to, że w najbliższych dniach do repozytorium SVN programu powinny trafić przetłumaczone do końca pliki językowe. Polską wersję wysłałem przed chwilą, całkiem możliwe że jeszcze dziś będzie ją można pobrać. Moja prośba jest prosta: kto może niech sprawdza, czy wszystko gra, czy może coś może być zlokalizowane lepiej. Nie wiem ile macie na to czasu i kiedy nastąpi premiera wersji ostatecznej (w tej chwili otwarte są trzy zgłoszenia do bugtrackera), ale znając życie proponowałbym nie rozwlekać zbytnio tego procesu. Uwagi do tłumaczenia można oczywiście wnosić również po wydaniu 0.11, naniosę je wtedy na wydanie dostępne w SVN i udostępnię skompilowany plik do podmiany w wersji stabilnej. Mój adres podany jest w samym programie (Pomoc -> O programie -> Zasługi -> Tłumaczenie), inne namiary znaleźć można na dedykowanej stronie blogusia. Z góry dziękuję.

Co nowego na was czeka w wersji 0.11 Gajima?

  • wysyłanie wiadomości na adresy link-local (pula fe80::/10 w IPv6) via Zeroconf z wykorzystaniem Avahi,
  • automatyczne rozłączanie kont i podłączanie do nich w zależności od stanu połączenia sieciowego (wymaga Network Managera),
  • wsparcie dla IPv6 przy podłączaniu do serwera,
  • obsługa komend ad-hoc,
  • wsparcie dla menedżera bazy kluczy GNOME. Jeżeli jest zainstalowany, hasła do kont przechowywane są we wspólnej z innymi aplikacjami szyfrowanej bazie,
  • możliwość wyłączenia wyświetlania transportów w rosterze,
  • wsparcie dla notify-python, co oznacza że nawet brak demona powiadomień nie pozbawia ślicznych wyskakujących dymków,
  • komunikat o zerwanym połączeniu nie kradnie już focusa,
  • obsługa list prywatności. Od teraz można już blokować w zdefiniowanym zakresie komunikację z pojedynczymi kontaktami lub ich grupami,
  • Gajim potrafi posługiwać się oddzielnymi słownikami w każdym oknie rozmowy, więc w jednej karcie można mieć sprawdzanie polskiej pisowni, w drugiej angielskiej, w trzeciej niemieckiej i tak dalej. Funkcja dla przyszłych papieży :),
  • wprowadzono obsługę komentarzy dla kontaktów, czyli XEP-0145,
  • program potrafi pobierać od Rhythmboksa dane na temat aktualnie odtwarzanych piosenek i wrzucać je do statusu opisowego. Obsługa innych odtwarzaczy przez wtyczki,
  • wysyłanie wiadomości do całych grup kontaktów (takoż możliwość operowania na więcej niż jednym kontakcie na raz - SHIFT+klik),
  • i wiele, wiele innych funkcji, których nie chciało mi się tu wymieniać.

Doprawdy, wyznawcy Gajima nie powinni być zawiedzeni nową wersją.

netykieta.pl - brawo!

Rzadko zdarza mi się reklamować tutaj jakieś konkretne serwisy. Zdarzają się jednak perełki, które aż proszą się o promocję. Dziś jedna z nich: netykieta.pl.

Pomysł wydaje się banalny - zbieramy w jednym miejscu zasady dobrego zachowania się podczas wędrówki po sieci. Netykieta.pl czymś się jednak wyróżnia. Chodzi o rózgi. Każdy użytkownik może zaznaczyć myszką punkty, na które chce zwrócić czyjąś uwagę. Po kliknięciu na „utwórz rózgę” otrzymuje spersonalizowaną stronę (przykład), na której znajduje się omówienie zasad, które wybrał. Wystarczy teraz wkleić ten adres w odpowiedzi na niepoprawny post na liście czy grupie dyskusyjnej i poprosić adresata o chwilę refleksji nad treściami tam zawartymi. Proste? Proste.

Z rosnącym przerażeniem obserwuję wielokrotne, okrutne gwałty na netykiecie. W każdym przypadku staram się reagować. Teraz będzie mi łatwiej. Strzeżcie się, dzieci Neostrady. Rózgi mam pod ręką.

Aktualizacja: no i się okazało, że za serwisem stoi stara, amigowska ekipa. Na pewno Carlos, nie wiem czy ktoś jeszcze.