Dla miłościwie nam zrzynających

To że z cudzych pomysłów korzysta Microsoft, to już wiemy. Od dziś wiemy, że Allegro również.

Logo Spotkań Allegro

To powyżej, to logo tegorocznych Spotkań Allegro. Swoją drogą jestem w stanie uwierzyć, że koszmarek ten wyszedł spod myszy jakiegoś pracownika działu marketingu. Żaden porządny grafik by się pod tym nie podpisał.

Za blogiem fotopanel.pl.

Making the switch

Tego jeszcze nie było. Pracownik Microsoftu opisuje proces przestawiania swojego domowego komputera z Windows XP na Ubuntu. Punktem wyjścia było stwierdzenie, że Microsoft to może i fajni ludzie i dobre zarobki, ale też i i praca z klapkami na oczach, momentami ciężka i długa a na koniec okazuje się, że kod który powstał idzie do kosza, bo dział prawny stwierdził, że „tego nie wydajemy”. Że może nie jest warto rezygnować z pracy, ale może warto zacząć rozwijać się też w innych kierunkach.

Warto poczytać, może być ciekawie.

Do kina…

…nie chodzę. Powody opisywałem jakiś czas temu i nawet nie chce mi do nich linkować, bo nie to jest istotne. Rzecz w tym, że filmy oglądam, tyle że mam okrutne lagi, bo torrentów też nie ciągnę, więc muszę czekać na premiery DVD. Jeżeli już zatem jakiś film tutaj zrecenzuję (wielkie słowo), to wlekę się w recenzenckim ogonie - za mną są tylko osadzeni w ośrodkach przymusowego odosobnienia, którzy muszą czekać aż film sam do nich dotrze.

Ale, ale. Miałem ostatnio jakiś filmowy ciąg, więc postanowiłem dać upust swoim opiniom grupowo, czy też hurtowo - jak kto woli. To dla mnie wielkie ułatwienie, bo tak jak filmy oglądać lubię, tak nienawidzę ich opisywać. Musi, że to wrodzona nieśmiałość.

Jedziemy.

300

Plakat z filmu 300Pół internetu napisało już recenzje tego obrazu, więc znajdzie się zapewne ktoś, kto przeczytawszy moją zawyje z oburzenia jak Leonidas w bitewnym zapale. Moja recenzja jest bowiem prosta i krótka jak scenariusz „Trzystu”: to bardzo zły film jest. Zważcie, iż miarkuję się teraz, bo na usta cisną mi się o wiele dosadniejsze określenia. Zgaduję, że niedługo filmy robić będą same fabryki efektów specjalnych, same je też obsadzą. Nie stwierdzam w „300″ śladu reżyserii, scenariusza czy aktorów. Niestety. I proszę mnie nie uświadamiać, że to ekranizacja komiksu - wiem o tym, wiem że komiks ma swoje prawa itakdalej. Tyle że komiks można zekranizować wyśmienicie (jak Rodriguez w „Sin City”), i można źle jak NoName w „300″. Można zrobić z tego dopieszczony stylistycznie ciąg obrazków z całkiem dobrymi i nie plastikowymi postaciami i można pojechać po najmniejszej linii oporu linii najmniejszego oporu, zapłacić ILM i pójść na piwo. Dokładnie to zrobił NoName. Poszedł na piwo, skutkiem czego całość obrazu reżyserowały komputery, co widać aż nadto boleśnie na przykładzie Kserksesa, który jest żywcem wyjęty z „Mortal Kombat” czy innego „Street Fightera”, reszta obsady zaś z „The Sims”. Dokładnie ten sam poziom. Sceny bitewne? Wyrżnięte z gier, Matriksa lub anime (komuś się zaciął klawisz „slow motion” w montażowni?). Doprawdy, gdy zobaczyłem nosorożce, słonie i postacie niemal zacytowane z „Władcy Pierścieni”, to czekałem tylko aż na pole bitwy wjedzie broń pancerna i mechy. Panie rezyseze, no bez jaj proszę. Można oczywiście olać całkowicie dialogi, jankeski patos i ogólną drętwotę i skupić się na samych obrazkach, ale i te moim zdaniem to nic ciekawego, bo zalatują kiczem. Brakuje tylko jelenia na rykowisku w tle. I wiem, wiem rzecz jasna, że de gustibus itakdalej, więc pewnie się komuś podoba. I dobrze. Mnie ani trochę. Pewnie chodzi o to, że nie gram i się w związku z tym nie orjętuję. Nie zaprzeczę. Może chodzi o niewłaściwą kolejność? Po „Sin City” nic już nie będzie takie samo i Hollywood musi się mocno postarać, żeby mnie zainteresować adaptacją komiksu.

Henryk V

Plakat z filmu Henryk VO, i teraz obnażony zostanie bezlitośnie cały mój brak obiektywizmu. Po pierwsze dlatego, że zderzą się MillerSzekspirem i NoName z Branaghiem a po drugie dlatego, że ja zarówno Szekspira i Branagha uwielbiam. Konkretniej: uwielbiam jak Branagh interpretuje Szekspira. Widział który jego „Hamleta”? Film trwa cztery godziny, o czym dowiedziałem się po fakcie, bo w czasie projekcji tego nie zauważyłem. W tym sensie branaghowski „Hamlet” jest przeciwstawieństwem opery, która według nieśmiertelnej definicji jest czymś, co jak zaczyna się o siódmej i spojrzy się na zegarek po dwóch godzinach, to jest siódma piętnaście.

„Henryk V” niestety „Hamletem” nie jest. Być może popełniam teraz jakieś okrutne faux pas, ale wydaje mi się że jest słabszy jako sztuka sama w sobie. Do tego dochodzi słabość ekranizacji. „Słabość” w porównaniu oczywiście z „Hamletem”, ale jak ktoś nie widział filmowych przygód księcia Danii, to nie poczuje różnicy. Dlaczego jeszcze warto to obejrzeć? Dla samego Branagha, który jest jak zwykle wyborny, no i dodatkowo bardzo młody. Dla Emmy Thompson, która nie zalicza chyba słabych ról a tutaj dodatkowo mówi po francusku i to jak! Wreszcie, żeby dowiedzieć się skąd wziął się tytuł całkiem dobrego mini-serialu:

This story shall the good man teach his son;
And Crispin Crispian shall ne’er go by,
From this day to the ending of the world,
But we in it shall be remember’d;
We few, we happy few, we band of brothers;
For he to-day that sheds his blood with me
Shall be my brother.

Poza protokołem polecę jeszcze „W środku mrocznej zimy”, który jest okołoszekspirowską wariacją i w którym gra między innymi Joan Collins (tak, Alexis z „Dynastii”) i w którym udowadnia że świetną aktorką potrafi być.

Babel

For milions of years mankind lived just like the animals. Then something happened which unleashed the power of our imagination: we learned to talk.

Plakat z filmu BabelPamiętne słowa Stephena Hawkinga otwierające „Keep Talking” Pink Floyd idealnie pasują również do najnowszego filmu autora „Amores perros”„21 gramów”. Alejandro González Inárritu pozostaje wierny manierze i pomysłowi na film: bierzemy losy pozornie niezwiązanych ze sobą ludzi i miksujemy je za nic mając chronologię. Wyszło. Wyszło ostatni raz, bo czwartego obrazu skręconego w ten sam sposób obejrzeć się zapewne nie da. Całe szczęście sam reżyser doszedł do takiego samego wniosku, ogłaszając koniec na tryptyku, w czym zapewne pomogła mu scysja ze scenarzystą.

O czy jest „Babel” i czy warto go obejrzeć? Odpowiedź na pierwsze pytanie: o braku komunikacji. Amerykańskie małżeństwo nie może porozumieć się między sobą i otaczającymi ich ludźmi, dwoje chłopców i ich ojciec nie może znaleźć wspólnego języka z depczącymi im po piętach organami ścigania, młoda Japonka nie widzi płaszczyzny porozumienia z ojcem. Generalizując: żaden z mieszkańców tego najlepszego ze światów nie potrafi rozmawiać. Z pozoru banalne historie, podane jednak wyjątkowo smacznie i ślicznie ze sobą splątane. Czy warto „Babel” obejrzeć? Jeżeli ktoś nie widział poprzednich dwóch części, to polecam „21 gramów” i dopiero potem pozostałe, jeżeli ktoś je widział, to i tak nie ma innego wyjścia. Jeżeli coś „Babel” różni od pozostałej dwójki, to bardziej duszna, bardziej gęsta atmosfera. To chyba jednak słabszy scenariusz, to także brak tak dobrych kreacji, jak te z poprzednich części. Proszę mnie źle nie zrozumieć - Cate Blanchett jest co najmniej bardzo dobra, Brad Pitt nawet dość dobry, ale to jednak nie to. Warto zwrócić uwagę na Rinko Kikuchi w roli japońskiej zbuntowanej nastolatki - będą z tej panny ludzie. Film zdecydowanie polecam miłośniczkom Brada, który chyba jeszcze nigdy nie był taki zmizerowany i tak odległy od swojego uczciwie wypracowanego imidżu. Niektórzy woleliby go w białym, obcisłym podkoszulku, ale widocznie reżyser nie dojrzał do tej wizji, co swoim klientom starają się zrekompensować producenci pirackich okładek:

Okładka pirackiej kopii filmu Babel

Zacząłem cytatem, cytatem skończę, z tego samego „Keep Talking” zresztą.

It doesn’t have to be like this. All we need to do is keep talking.

Proste, prawda?

Prawdziwa historia

Kard z filmu Prawdziwa historiaNieszczęśliwe tłumaczenie oryginalnego „World’s Fastest Indian”, ale historia faktycznie jest prawdziwa, bo - jak wiadomo - życie jest najlepszym scenarzystą. Historia Burta Munro, Nowozelandczyka, który miał kompletnego fioła na punkcie starych motocykli. W wieku 68 lat, z własnoręcznie przerobionym zabytkiem pamiętającym II wojnę światową i o przysłowiowych kanapkach popłynął do USA, gdzie na dnie wyschniętego słonego jeziora w Bonneville pobił rekord prędkości w kategorii motocykli o pojemności poniżej 1000 cm3 (331 km/h, do dziś nie został przełamany). Historia z gatunku tych, co to nie mają prawa się zdarzyć, dlatego pewnie tak porusza. Duży udział w tym poruszeniu ma bez wątpienia Anthony Hopkins, który w jednym z wywiadów stwierdził, że jest to jego najlepsza rola. Jestem w stanie mu uwierzyć, bo jest w tym filmie po prostu i zwyczajnie genialny. Nie widzieliście takiego Hopkinsa, zaręczam. Nie widzieliście jak potrafi zagrać dziadka, który idzie przez życie z ufnością dziecka. Taki trochę podstarzały Forrest Gump. Naprawdę, wyjątkowa kreacja wielkiego aktora.

Fanów motocykli ostrzegam: to nie jest film o motorach. Sekwencja bicia rekordu to niewielki fragment, reszta to przede wszystkim podróż po USA, od motelu do motelu, sypiącym się autem z przyczepką. No miód po prostu. Mam coś jednak na pocieszenie. „Indianin” wygląda tak:
Motocykl Burta Munro

Zdjęcie jest autentyczne.

I to by było na tyle w tym odcinku. Dodam jeszcze, że widziałem nowego Bonda. Krótko: bardzo, bardzo. Naprawdę.

Proszę siadać, drzwi zamykać

Tematy do WordPressa takie, że ja usiadłem i przez dłuższą chwilę nie mogłem się podnieść. Podpowiedź: jak już Wam się znudzi, to startx wraca do normalności.

Bomba!

fr-041: jawdropper

Farbrausch dał ognia. Najnowsza produkcja dorównuje co najmniej kultowemu już fr-08: .the .product. O ile fr-08 zapoczątkował nowy rozdział w kategorii „64k demo”, o tyle fr-041: debris zamierza chyba kompletnie przedefiniować pojęcie dema do 200 kB. Tak, to co widać na ekranie, całe 7 minut olśniewającego pokazu, zawiera się w pliku o rozmiarze 180 kB.

Klatka z dema fr-041: debris

Rzecz jest jedyna w swoim rodzaju, w typowo farbrauszowskim stylu. Trudno mi cokolwiek napisać poza jednym i oczywistym wezwaniem: obejrzyjcie! Posiadacze Windows i odpowiednio mocnych maszyn mogą zobaczyć to „live”, pozostałych zachęcam do pobrania niemal 200-megowego filmu QuickTime (jakość HD; oglądanie tego na YouTube lub jako kiepskiego AVI powinno być surowo karane).

Klatka z dema fr-041: debris

Co oznacza „odpowiednio mocna maszyna”? Twórcy zalecają CoreDuo o takcie minimum 2,4 Ghz (lub dwa takie Athlony), 1 GB RAM i kartę GeForce 7600/Radeon x1600 lub lepszą z 256mb własnej pamięci.

Klatka z dema fr-041: debris

Powyższe zrzuty ekranu nie oddają oczywiście choćby części tego, co oferuje animacja.

Linka podesłał CoSTa, podziękował.