Zróbmy to razem

Download Day - Polish

35

Kilka dni temu minęło. Jakaś taka mnie nostalgia z tego powodu dopadła i z tej okazji robię sobie sam prezent: oto, proszę wycieczki, najpiękniejsza piosenka o tym, jak to kiedyś the grass was greener, the light was brighter, the taste was sweeter, że tak polecę cytatem z jeszcze innej piosenki.

Właściwie… macie też tą drugą piosenkę, też jest niezła.

A za pięć lat podamy sobie ręce z inżynierem Karwowskim.

Porno, duszno, do tego dinozaury

W długi majowy weekend przydarzyła mi się awaria samochodu, więc w ramach wyrównywania krzywd zabraliśmy dziś dzieci do Parku Dinozaurów w Kleinwelce. To w Niemczech.

Park jest fajny, dinozaury całkiem miłe

ale jedno mnie zaskoczyło. Jest sobie otóż taka część parku, w której z dinozaurami sąsiadują neandertalczycy (Giertych Starszy koniecznie powinien się powołać na ten casus, to lepsze niż Smok Wawelski). Ba, jest tam nawet załoga statku kosmicznego. Najciekawsi są jednak ludzie pierwotni, bo zajmują się głównie, proszę ja Was, spółkowaniem. Serio.


Okrzyk „Och, ty mój dzikusie!” nabiera zupełnie nowej głębi, prawda?

Pierwsze co człowiekowi przychodzi na myśl, to pytanie „jak to jest możliwe”? Przecież tam biegają dzieci! W Polsce właściciel czegoś takiego miałby momentalnie na głowie miejscowego proboszcza i Koło Przyjaciół Radia Maryja. Tam nikt się tym nie przejmuje, dzieci biegają w najlepsze, nikomu to nie przeszkadza. Jak człowiek pójdzie do toalety, to na ścianie ma automat. Żeby jeszcze z papierosami! Nie, z prezerwatywami. Toaleta jest bezpłatna, ogólnie dostępna (w sensie, że nikt jej nie pilnuje) i czysta tak, że można jeść z podłogi. W całym parku ani jednego papierka, żadnej puszki po piwie, nie ma leżących wszędzie petów, nikt też nie sra po krzakach, pardon my French. W jednej z grot stoi - niepilnowany - projektor, który na potężnym ekranie wyświetla rewelacyjny film w rodzaju „Wędrówek z dinozaurami”, tyle że po niemiecku. Ekran, wystawcie sobie, nie ma najmniejszej rysy. I znowu wraca to samo pytanie: „jak to jest możliwe?”.

Żeby nie było, że to dlatego, że nas komuna ciemiężyła. Niedługo ruszamy do ZOO w Czechach - idę o zakład, że tam też będzie podobnie.

Na bóle z Ubuntu 8.04

Dla wszystkich, którym coś tam nie działa w nowym Ubuntu: na ubuntuforums.org pojawił się wątek gromadzący wszystkie błędy wraz ze sposobami na ich usunięcie. Być może pomoże.

O, rymnęło mi się.

Dzień, w którym umarła muzyka

Dobrego bloga poznajemy po tym, że czytając na jego łamach nawet informacje zasadniczo przeterminowane, robimy to z zainteresowaniem. Cała różnica w wartości dodanej.

Tyle tytułem wstępu. Teraz dwa cytaty:

To their credit, if that’s the right word, you can now purchase some music from the iTunes store that is unencrypted and plays anywhere. Apple calls these songs “iTunes Plus”, because it sounds so much better than calling everything else “iTunes Minus.”

To demonstrate the awesomeness of their developer platform, Microsoft opened their own online store, MSN Music, so they could compete directly with their business partners who also offered “PlaysForSure”-compatible music downloads. Because there’s nothing end users love more than fake choices.

Mark Pilgrim pisuje u siebie na blogu rzadko, ale jak już coś napisze, to z reguły warto to przeczytać. Rzekłbym nawet: koniecznie trzeba to przeczytać. „The day the music died” to jeden z tych lepszych tekstów, to list do ojca, któremu Mark tłumaczy o co właściwie chodzi z tym zamieszaniem wokół MSN Music.

Przeczytajcie i cieszcie się, że mieszkacie na prowincji.