Muzyka do wzięcia

Będzie krótko i treściwie: pierwsze trzy osoby, które zgłoszą się w komentarzach otrzymają możliwość pobrania albumu grupy MRDC „Timecode”. Generalnie rzecz ujmując jest to elektronika, ale taka nie do końca elektroniczna. Nie podejmuję się określenia gatunku, w każdym razie jest na czym ucho zawiesić.

Proszę podawać prawdziwe adresy mailowe w komentarzach, bo właśnie tą drogą otrzymacie niezbędne namiary.

Richard Wright nie żyje

Rootnode z pewnej perspektywy

To już niemal półtora roku jak jestem członkiem stowarzyszenia zwykłego. Pierwszą „recenzję” tego członkostwa popełniłem ponad rok temu, czas więc kilka słów na temat tego, co się wydarzyło w międzyczasie.

W międzyczasie wydarzyło się sporo. Koniec recenzji.

Teraz serio: przez te kilkanaście miesięcy miałem momenty zwątpienia. Pierwsze serwery błyskawicznie zaczęły niedomagać pod naporem kolejnych użytkowników, których liczba rosła w zastraszającym tempie. Administratorzy dołożyli wówczas nowe maszyny, wprowadzili jasne zasady co i gdzie można uruchamiać. Przez moment było bosko. Zaraz potem nastał moment, w którym wiele rzeczy zaczęło się sypać. Jak tylko wyszliśmy na prostą postanowiono przepisać na nowo szatana, czyli rootnodowy system zarządzania środowiskiem użytkownika. Nie poszło rzecz jasna tak, jak pójść powinno i znowu zaczęło być pod górkę. W tym okresie błędów i wypaczeń byłem proszony o napisanie notki polecającej. Nie napisałem. Zdawałem sobie sprawę z tego, że inicjatywie potrzebne są środki finansowe na nowy sprzęt, ale wyszedłem z założenia, że nie mogę polecić czegoś, z czego sam nie jestem do końca zadowolony. Z czego, tak naprawdę, zadowolony nie jestem.

Dziś mogę chyba już radośnie ogłosić, że okres trudnego dzieciństwa Rootnode ma za sobą. Od dłuższego już czasu serwery działają bardzo stabilnie, szatan wyszedł był na prostą (mimo, że nie wszystkie moduły zostały ukończone). Jest bardzo dobrze, żeby jeszcze koszulki udało się w końcu wyprodukować, to już by była bajka.

Nie, tym razem nikt mnie o nic nie prosił. Spisałem te wynurzenia sam, bo doceniam ciężką pracę ludzi, którzy trzymają rękę na pulsie całej infrastruktury, którzy reagują szybko, są życzliwi i cały czas kombinują jak by tu jeszcze zrobić mi dobrze. No dobrze, nie tylko mnie.

Wszystkie te uwagi proszę rzecz jasna przyjmować jako sądy wydawane z perspektywy kolesia, który swoje 40 GB dysku (chyba tyle mam, już się pogubiłem szczerze mówiąc) wykorzystuje do prowadzenia tego bloga i kilku malutkich stronek na boku. Żadnych torrentów nie ściągam, nie okupuję serwerów aplikacyjnych, nie stawiam środowiska programistycznego. Z punktu widzenia takiego właśnie kolesia po raz kolejny polecam Rootnode.

Jako serwery. Jako społeczność. Jako pomysł na zrobienie czegoś fajnego w tym kraju powszechnej niemocy.

Żwawy Rogaty Zając

Tym razem Mark poszedł po całości i wymyślił nazwę, która jest nieprzetłumaczalna na polski. Trudno. „Rogaty zając” to pierwsze, co przyszło mi na myśl, być może ktoś, gdzieś, kiedyś wymyśli coś lepszego.

Ad rem: Ubuntu 9.04 stawia przed sobą dwa zasadnicze cele - skrócenie czasu startu systemu i zatarcie granicy między webaplikacjami i aplikacjami instalowanymi lokalnie. Czy to oznacza, że domyślnie instalowane będzie Mozilla Prism? Się okaże.

Ode mnie w każdym razie stopy wody pod kilem.

GNU Fry

Stephen Fry, który pojawiał się już u mnie na łamach, znów wynurza się z komediowych odmętów aby tym razem złożyć życzenia ruchowi GNU na jego dwudzieste piąte urodziny (które, jak wszyscy wiemy, przypadają 25 27 września). Warto rzucić okiem.

Przy okazji jest prośba: gdyby się komuś chciało, może przygotować polską wersję napisów. Tekstu nie jest za wiele a Richard się ucieszy na pewno :)

PS Obublikowano z Google Chrome :)