„Mapa drogowa” - szlag mnie trafia

Bloguś powoli staje się miejscem walki o lepsze jutro współczesnej polszczyzny, ale co ja poradzę na to, że akurat takie rzeczy mi ostatnio podnoszą ciśnienie?

O czym dzisiaj? O „mapie drogowej”. Czy tylko mnie ta niezdarna kalka z angielskiego tak razi? „Mapę drogową” mają dziś na ustach przede wszystkich politycy i dziennikarze. O ile co do tych pierwszych dawno już straciłem wszelkie złudzenia, o tyle ci drudzy powinni jednak uważać na to, co piszą i mówią.

Epidemia rozpoczęła się chyba przy okazji pierwszych przymiarek do powojennych wyborów w Iraku, kiedy to jakiś geniusz w jakiejś redakcji (PAP?) zapomniał o „planie” czy „harmonogramie” i poleciał z dosłownym tłumaczeniem. Skażenie postępowało błyskawicznie i dziś nawet wójt gminy Zadupie Wielkie mówi o „mapie drogowej”, gdy tworzy plan kanalizacji okolicy.

Oczywiście doskonale wiem, że te kilka akapitów narzekań niczego nie zmienią, ale co się uzewnętrzniłem, to moje.

Problem akismet-admin

Wszystkim użytkownikom WordPressa 2.6.3, którzy nagle zauważyli, że po aktualizacji wtyczki Akismet nie mogą podejrzeć kolejki mielonek i jedyne, co widzą, to komunikat Cannot load akismet-admin?page=akismet-admin. Problem leży w źle skonstruowanym odnośniku, który przybiera postać wp-admin/edit-comments.php?page=akismet-admin?page=akismet-admin, podczas gdy powinien wp-admin/edit-comments.php?page=akismet-admin. Wystarczy skasować wszystko od drugiego pytajnika włącznie i otworzyć ten adres. Po takiej jednorazowej wizycie wszystko wraca do normy. Czary.

HTH.

Aktualizacja: nie wraca do normy. Normalnie zachowuje się jedynie, gdy kolejka jest pusta. W momencie, gdy pojawi się w niej choćby jedna pozycja cała zabawa zaczyna się od początku. Czekamy na poprawkę.

Wrocław, grudzień

W dniach 1-5 grudnia niżej podpisany będzie bawił we Wrocławiu, gdzie będzie się szkolił. To za dnia. Wieczorami będzie się okrutnie nudził, więc już dzisiaj rozpuszcza wici w poszukiwaniu kompanów do szlajania się po lokalach o wątpliwej reputacji. Zainteresowani mogą zgłaszać się w komentarzach.

Spocznij, odmaszerować.

Humor podręczników szkolnych

„Informatyka. Podstawowe tematy”, podręcznik gimnazjalny autorstwa Grażyny Koby. Wsparty recenzjami mgr inż. Anny Koludo, dr Leszka Rudaka, dr Jacka Stańdo, mgr Klemensa Stróżyńskiego. Strona osiemdziesiąta siódma:

Przeglądarka - program komputerowy do obsługi Internetu.

Oklasky.

Midi

Stało się, co się musiało stać - rozdziewiczyłem Mini. Bez obaw, to nie nastka, to jeden z moich komputerów.

Rozdziewiczenie Mini polega na przemyślnym operowaniu szpachelką, tak aby obudowa ustąpiła, nie pękając przy okazji (fani Freuda w tym momencie dochodzą). Mak, musicie wiedzieć, jest zamknięty w obudowie, której nie spajają żadne śrubki - po prostu wchodzi na zastrzask, tak idealnie, że wyzwaniem staje się utworzenie szczeliny, w którą wślizgnie się ostrze narzędzia (dobry dzień dla fanów Freuda).

Cóż, sprawę załatwia szpachelka, co jest obficie opisywane a nawet nagrywane w Internecie, więc nie będę się powtarzał. Nie znalazłem nigdzie porady dotyczącej szerokości ostrza, więc zdradzam tajemnicę: sześćdziesiątka jest w sam raz. Obudowa faktycznie wydaje niepokojące odgłosy, ale nie bójcie żaby - Mini jest zrobione solidnie, w dodatku plastiki, które na pierwszy rzut oka nie mają szans przy takim nacisku, są tak naprawdę od spodu wzmacniane blachą, która przy okazji usztywnia całą konstrukcję. Sprytne. Acha - nie macie szans bez malutkiego śrubokręta z namagnesowaną głowicą. Z czterech śrubek, jakie przyjdzie odkręcić (a potem przykręcić rzecz jasna) jedna jest cholernie wredna i dobrze schowana.

Dobrze mieć pod ręką jakieś coś do dmuchania, bo Mini po dziewięciu miesiącach użytkowania wygląda tak:
Mini rozbebeszone

Uważni obserwatorzy dostrzegą niewielkie kłębki kurzu. Warto je usunąć już teraz, przy okazji, bo potem mogą narobić bigosu. Ja użyłem do tego celu gruszki fotograficznej, osoby które nie czyszczą matryc w swoich aparatach mogą zamiast gruszką podziałać paszczą. Też działa, jeśli się nie pluje w trakcie.

Co by tu jeszcze? No tak, rzecz najważniejsza - po co porywałem się ze szpachelką na przedmiot designed by Apple in California? Odpowiedź prosta, bo właśnie po to się otwiera miniacze - żeby dołożyć im pamięci. Firma w swojej dobroci wyposaża ten produkt w 1 GB RAM, co jest ilością wystarczającą, o ile lubimy piłkę plażową. Cała reszta doceni zalety posiadania 2 GB pamiątki. System rozkłada skrzydła i leeeeeeeci z orła cieniem.

Następny taki zabieg planuję przy okazji wymiany dysku twardego, co prawdopodobnie nie nastąpi za szybko, bo ratuje mnie zewnętrzny napęd w fajnej obudowie. Gdyby ktoś chciał śledzić losy kolejnej penetracji (Freud ma dziś urodziny, czy jak?), to zapraszam.