W Polsce, czyli nigdzie

Polska. Dziwny kraj. W kraju tym prominentna, wykształcona przedstawicielka ugrupowania pragnącego uchodzić za nowoczesną, europejską formację twierdzi, że:

Do Zarządu Dróg Miejskich zgłosił się pan Lucjan Margol, radiesteta, który zaoferował nieodpłatnie zbadanie miejsca o dużym zagrożeniu, a następnie jego zabezpieczenie przed tzw. obciążeniami geopatycznymi.

To „miejsce o dużym zagrożeniu” to warszawskie skrzyżowanie ulic Wrocławskiej i Powstańców Śląskich. Skrzyżowanie posiada sygnalizację świetlną, ale - nie wiedzieć czemu - nadal dochodzi tam do wypadków. Zgłosił się jednak Margol Lucjan ze swoją pałeczką (fuj, świntuchy), połaził, połaził, zakopał jakieś niewielkie puszki i - TAAAADAAAAAAAAAM! - liczba wypadków spadła. Pozostając pod wrażeniem pałeczki pana Lucjana, dowodzony przez panią Hannę ratusz postanowił pójść za ciosem i sypnąć groszem na

wykonanie ekspertyzy promieniowania geopatycznego wraz z zabezpieczeniem na kolejnych skrzyżowaniach: Grochowskiej z Żółkiewskiego, Radiowej na wysokości WAT i na Powstańców Śląskich z Radiową

Żeby nie było, że Hanna nie wie, o czym mówi. Wie.

radiestezja, czyli odczuwanie promieniowania, pochodzi z połączenia dwóch wyrazów z języka greckiego: radia, czyli promień i aisthezis, czyli odczuwanie

Jak widać stosowanie greki daje +3 punkty do wiarygodności. Dodatkowe dwa punkty można uzyskać odwołując się do literatury fachowej - w przypadku byłej prezes NBP i równie byłej wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju jest to pozycja „Radiestezja dla każdego” wydana przez Krajową Radę Związku Działkowców. Touche!

Najdziwniejsze w tej sprawie jednak jest to, że interpelację wniósł i trzeźwym rozsądkiem się wykazał radny ugrupowania, które w zupełnie innych okolicznościach przyrody przywołuje deszcz modlitwą.

Polska. Dziwny kraj.

PS Na wypadek, gdyby ktoś nie był w stanie uwierzyć w to, co opisałem: pismo Pani Prezydęt.

Nasi vol. 2

Jak zwykle: szerokie masy społeczne domagają się ciągu dalszego o naszych w Anglii. Pszę uprzejmie, oto Leszek Balcerowicz jak żywy. I to jak żywy!

Wesołych i najlepszego



Nasi są wszędzie (a już w Anglii w szczególności)

Dzięki „Przekrojowi” odświeżam sobie co dwa tygodnie twórczość najzabawniejszych ludzi, jacy kiedykolwiek stąpali po Ziemi. Odświeżam tak, i odświeżam, aż w końcu dotarło do mnie, że skądś znam niektóre postaci występujące na ekranie. Przykłady? Proszę bardzo.

Janusz Korwin-Mikke:

Bronisław Wildstein:

JKM dostał oklasky na koniec, żeby wreszcie miał złudzenie, że ktokolwiek zwraca uwagę na to, co mówi. W oryginale ich nie było.

Nie wykluczam dalszych odkryć w tym rodzaju, wszakże jeszcze sporo odcinków przede mną. Podzielę się nimi, a jakże.

Inny

Jak zapewne spora część czytelników wie, jestem ateistą. Bycie ateistą jest w Polsce bardzo łatwe - ułatwiają to polscy katolicy. Robią co mogą, żeby człowieka do siebie zniechęcić. Polski katolicyzm jest zaściankowy, jest prostacki, powodowany lękiem przed proboszczem, niemal wyprany z głębszej refleksji. Jest walczący. Doświadczył tego ostatnio Opi, doświadczałem i ja, kiedy w czasach rządów Potworów i Spółki pozwalałem sobie w stylu wolnym i na oklep pojeździć po ministrze Giertychu, niech jego kozy będą przeklęte.

Wiem oczywiście doskonale, że całościowy obraz polskiego katolicyzmu jest zupełnie inny - tworzą go przecież ludzie, którzy mimo coniedzielnych wizyt w kościele mają jakże odmienny pogląd na sprawy wprost ich dotyczące, jak antykoncepcja, eutanazja czy zapłodnienie in vitro. Problem polega na tym, że jądro polskiego Kościoła - zaczynając od plenum KC, czyli Episkopatu - jest dokładnie takie, jak je określiłem w akapicie powyżej. Taka jest twarz polskiego katolicyzmu.

Teraz cytat:

In general, the research shows that Christianity is perceived like this:

  1. Hypocritical, that Christians try to portray themselves as morally superior, with a polished image that is inaccurate, and that churches convey an image that they exist only for virtuous and pure people.
  2. Too focused on getting converts, and not actually caring about people or loving people as they are. Instead, people feel treated only like targets for conversion and (often rightly) question Christians’ motives in interaction with them.
  3. Antihomosexual, bigoted and fixated on “curing” homosexuals while also leveraging political solutions against them.
  4. Sheltered, old-fashioned, and out of touch with reality, preferring simplistic solutions and answers to a genuinely complex reality.
  5. Too political, overly motivated by a political agenda that puts personal beliefs and preferences above valuing others, preferring to represent issues and fight over them instead of engaging in dialogue and working with others to find workable and acceptable solutions to real problems.
  6. Judgmental, not honest about attitudes and perspectives about others, and it is doubted whether Christians really love people as we say we do, at least those who disagree with us.

There it is. And you know what? I agree.

W życiu nie zgadniecie czyje to - no chyba, że czytacie Planetę Ubuntu. Autorem jest Matthew Helmke - jeden z administratorów forum Ubuntu i jeden z autorów oficjalnego przewodnika po tej dystrybucji. Teraz uwaga: Matthew jest chrześcijaninem. Nie katolikiem, ale jednak kimś, kto ma dość podobny kompas moralny, co poddani papieża. Zauważcie, jak - wychodząc z tych samych założeń - można dojść do zupełnie innych wniosków. Jak można pamiętać o biblijnej przecież „belce we własnym oku”. Nawet Szymon Hołownia, czołowy polski „fajny” katolicki liberał, nie byłby w stanie podpisać się pod tym, co napisał Matthew (można to sprawdzić w najnowszym „Przekroju” chociażby). Z czego wynika ta różnica? Z lokalizacji geograficznej podejrzewam. Z faktu, że w USA, pomimo skrajnego ureligijnienia społeczeństwa, wciąż ścierają się i konkurują ze sobą najbardziej egzotyczne wyznania. Wolny rynek idei. W Polsce mamy religijną gospodarkę planową, a katolicyzm monopol na moralność - od wieków.

O czym to ja właściwie chciałem? Pewnie o tym, że z Matthew mi bardzo po drodze, mimo tego, że kompletnie nie podzielam jego wiary w jakąkolwiek nadprzyrodzoność. Pewnie też o tym, że po takich deklaracjach mam szacunek do jego przekonań. Pewnie o tym, że takie posty tylko nadymają mój kosmopolityzm. I pewnie o tym, że po takiej lekturze coraz mniej rozumiem rodaków.