Moje podcasty

W Internecie można znaleźć sporo dobra, niedobra zresztą też. Większość ludzi leci na dobro płatne, acz darmowe[1], zasysając kolejne megabajty i pochłaniając tony komercyjnej papki. Wolno im, najwyżej będą jeszcze głupsi.

Trochę wożę drzewo do lasu, bo pewnie większość czytelników blogusia to wie, ale co mi tam, zawołam - pamiętajcie o podcastach! Są też płatne, jasne, ale przede wszystkim jest potężna ilość darmowych audycji, które tylko czekają, żeby po nie sięgnąć. Poniżej, w ramach rozbudzania apetytów, pozwalam sobie przedstawić listę tego, co sam subskrybuję.

Skeptoid - od niego zaczęła się u mnie poważna słabość do podcastów. Skeptoid to audycja prowadzona przez Briana Dunninga, amerykańskiego sceptyka. Niedługa, w porywach 15-minutowa, bezbłędnie zrealizowana od strony technicznej[2]. To klasyczny debunking, czasami nieco zgryźliwy, ale nigdy obraźliwy, czasami wystawiający swoich słuchaczy na poważne wyzwania intelektualne. Jestem wiernym fanem, na tyle wiernym, że co miesiąc znika z mojej karty $3,99 w ramach wsparcia dla tego projektu[3]; przygotowałem też definicyjkę dla polskiej Wikipedii.

The Skeptics’ Guide to the Universe - dwa podcasty o tym samym? Pozornie. SGU jest po pierwsze dłuższe (przeciętnie godzina), po drugie ma nieco inny, że tak powiem, format. To swobodna rozmowa między kilkoma osobami, podzielona na kilka stałych sekcji, często dryfująca w nieoczekiwane całkiem rejony (czy Batman dokopałby Spidermanowi, czy może odwrotnie?). Początkowo zastanawiałem się czy warto, ale jak już przebiłem się przez pierwsze kilkanaście odcinków, to się chyba trochę zżyłem z prowadzącymi i tak już zostało. Subskrybuję też SGU 5×5, 5-minutowy, cotygodniowy podcast koncentrujący się na jednym zagadnieniu. Z rozpędu.

Dilbert Animated Cartoons[4] - animowany Dilbert to prawie jak rozebrana Matka Boska? No właśnie, że nie. Ruszająca się wersja naprawdę daje radę, głównie ze względu na świetne udźwiękowienie. Co ja mogę więcej napisać? KO-NIE-CZNIE!

Hak5 - przyznam szczerze, że jesteśmy z tym podcastem na etapie małego kryzysu. Wciąż mam go w iTunes, ale nie wiem czy jeszcze obejrzę. Jest to videocast, trwa około godziny i jak na moje standardy jest nieco zbyt luzacki. Czasami można tu znaleźć trochę ciekawych informacji, ale czy to jest to warte 60 minut mojego cennego czasu? Nie wiem. Żyjemy więc tak w zawieszeniu, niepewni przyszłości. Może się komuś spodoba.

BitJam Podcast - sentyment do scenowej muzyki zmusił mnie do zasubskrybowania. Dźwięki z tego getta, czasem lepsze, czasem gorsze, ale jak złapałeś takiego bakcyla w młodości, to nic nie poradzisz. Czasami nagrania z publicznych wystąpień jakichś znanych scenowców, przerywane - a jakże - muzyką. A tak poza tym, to BitJam to fajne, scenowe, internetowe radyjko.

The New Yorker Animated Cartoons - New Yorker to coś w rodzaju - powiedzmy - polskiego „Przekroju”. Pismo dla nowojorskiej inteligencji. Mówimy „The New Yorker”, myślimy „Woody Allen”. Te klimaty. Kreska mocno różna od typowego komiksu znalezionego w sieci, poczucie humoru też. Ja lubię.

Happy Tree Friends - animacje leżące na jakże odmiennym od New Yorkera biegunie. Proste, głupie, pełne przemocy, krew leje się hektolitrami. Mam do nich słabość, nie potrafię tego sensownie wytłumaczyć. Nie pokazywać dzieciom.

iPhone Apps Demos - Jerad Hill pokazuje nowe aplikacje dla Ajfona. Tak, mam tą słuchawkę i muszę stwierdzić, że do podcastów to jest po prostu dream machine. Oglądam chyba trochę z przyzwyczajenia, bo już dawno nie trafiło się nic ciekawego, ale z kronikarskiego obowiązku melduję, że mam to zasubskrybowane.

The Moth Podcast - podobno opowiadanie historii przy ognisku zapoczątkowało erę przekazywania informacji. To jest właśnie dokładnie to samo, tylko bez ogniska. Historie. Opowiedziane ze sceny, przed całkiem liczną publicznością. Proste. Wśród opowiadających na przykład Moby albo Ethan Hawke. W sumie niezwykłe, bo takie inne od tego, co mamy w Polsce. Czyli niczego.

The Ricky Gervais Podcast - Ricky to siła napędowa serialu „Statyści” („The Office” nie znam, więc się nie wypowiadam). Uwielbiam tego gościa. Od czasów Monty Pythonów wielbię zresztą wyspiarskie poczucie humoru, więc nie mam wyjścia. Podcast dla fanów aktora, w dodatku ten brytyjski akcent… Do you want to come back to my place, bouncy bouncy?

ScreenCasts Online - Don McAllister produkuje co tydzień znakomitej jakości screencasty dla użytkowników Maka. Woła za nie 57 dolarów co sześć miesięcy i zdecydowanie polecam je każdemu, kto zna angielski i przesiadł się na tą platformę. Coś pięknego. Ja korzystam z wypuszczanych co 2 tygodnie bezpłatnych odcinków - wyciągam się wtedy przed telewizorem, włączam AppleTV i mnie nie ma. Oglądam ze względu na szkocki akcent, bo jeśli chodzi o stronę merytoryczną, to tylko czasami znajduję coś ciekawego. Technicznie bezbłędne. Zdecydowanie nie polecam przemyśliwującym o kupnie komputera z One Infinite Loop - po obejrzeniu dowolnego odcinka macie, koledzy, przechlapane po całości.

Stephen Fry’s Podgrams - ten podcast nie jest przeznaczony dla członków i sympatyków Ligii Polskich Rodzin, chciałoby się napisać. Dla słuchaczy Radia Maryja zapewne też. Stephen Fry to ten gej, którego głosem gada budzik, to ten sam facet, który wie co to Open Source oraz wygłasza hymny pochwalne na cześć ruchu GNU; to także ten sam facet, co to kiedyś robił w duecie z Doktorem od Kuli. Uwielbiam (skazany na brytyjski humor, pamiętamy).

TED - nie ma takiej możliwości, żeby Jaśnie Oświeceni Czytelnicy tego bloga nie wiedzieli czym jest TED. Uczestnictwo w tych spotkaniach kosztuje ciężkie pieniądze, chwała więc dowolnemu z bogów za te nagrania. Jak się to zapuści, to człowiek przepada. Ostrzegam.

Ubuntu Podcast - nie mogło tego zabraknąć. Videocast zrobiony wedle starodawnej formuły „dwóch gości sieci na kanapie z laptopami i gada do kamery”. Mam poważną słabość do tej dystrybucji, co wiedzą pewnie wszyscy, którzy do mnie zaglądają, więc nie mogłem tego nie subskrybować. Dla mnie podobnych pozycja obowiązkowa.

Wired Science Video Podcast - „Wired” to jest to pismo, za które gotów byłbym dać każde pieniądze, gdyby tylko zechciało się ukazywać w polskiej wersji językowej. Zdaję sobie niestety sprawę, jak marginalny jest nasz nadwiślański rynek i pewnie z tego powodu pocieszam się podcastem redakcji naukowej. Uwaga: dostępne chyba tylko na iTunes; jeśli ktoś zna jakiś ludzki RSS do tych nagrań, proszę o sprostowanie.

WNYC’s Radio Lab - Radiolab believes your ears are a portal to another world. Where sound illuminates ideas, and the boundaries blur between science, philosophy, and human experience. Big questions are investigated, tinkered with, and encouraged to grow. Bring your curiosity, and we’ll feed it with possibility. No co ja mogę dodać ponadto? Audycja PUBLICZNEGO amerykańskiego radia - to coś jak sprywatyzowany ZUS w Polsce.

I tyle. Uderza Was coś? Powinno, bo w powyższym zestawieniu brak jest polskich audycji. Po prostu nie zdarzyło mi się spotkać polskojęzycznego podcastu, który nie zmęczyłby mnie po 15 minutach. Gdyby ktoś z Szanownych Czytelników miał swoje typy, to może spamować w komentarzach.

Na koniec: polecam, polecam, polecam anglojęzyczne audycje tym wszystkim, którzy uczą się języka albo chcą go sobie odświeżyć, albo po prostu chcą być na bieżąco. To fantastyczny sposób na regularne spotkanie z żywym angielskim w wielorakości akcentów - angielski, amerykański, szkocki, australijski, you name it.

PS wpis powstał w cichym porozumieniu z Opim. Umówiliśmy się podstępnie i skrycie, że napiszemy na ten sam temat. Jeżeli dobrze rozumiem ustalenia, to nie ostatni tego typu eksperyment.


Przypisy:

  1. paradoks taki []
  2. polecam odcinek 150 - coś nieprawdopodobnego jak na amatorską produkcję []
  3. ale generalnie, to rzecz jest bezpłatna, bez obaw []
  4. XML tutaj []