Something of a dreamer

Hello. My name is Stephen Hawking, physicist, cosmologist and something of a dreamer. Although I cannot move and I have to speak through a computer, in my mind I am free.

Znajduję pocieszającym, że człowieka zredukowanego do li tylko mózgu może szanować cały świat (w takiej Japonii na przykład popadają nawet czasami w lekką paranoję[1]). Świadczy to całkiem nieźle o cywilizacji śmierci. W dużej mierze to właśnie dzięki Hawkingowi wiemy co nieco na temat czarnych dziur, ale warto pamiętać, że to także świetny popularyzator nauki jest (o czym kiedyś już pisałem).

Najnowszym pomysłem na tą popularyzację jest wspólne przedsięwzięcie z Discovery Channel. Przedsięwzięciu dano wszystkomówiący tytuł „Into the Universe with Stephen Hawking” i podzielono na trzy odcinki. Całość jest genialna, co w przypadku Discovery nie zdarza się za często.

Kadr w filmu

Część pierwsza, „Aliens”. Dowiemy się co jest potrzebne do życia, gdzie znajdziemy odpowiednie składniki, że niekoniecznie muszą być takie, jak na Ziemi. Że życie nie musi wyglądać podobnie, choć nie powinno też różnić się w jakiś dziki, wyjęty ze space opery sposób. Usłyszymy, że Hawking w wizyty UFO nie wierzy i przy okazji poznamy historię „Sygnału Wow!”. To tutaj właśnie pada opinia, która ostatnio narobiła nieco zamieszania - że nie powinniśmy aktywnie szukać Obcych, bo mogą zrobić nam krzywdę. Lepiej poczekać aż znajdą nas sami.

So if aliens ever visit us, I think the outcome would be much as when Christopher Columbus first landed in America, which did not turn out very well for native Americans.

Odpór Hawkingowi dał, między innymi, mój drugi ulubiony astrofizyk:

Seth Shostak oczywiście też poczuł się wywołany do tablicy.

Stephen Hawking

Część druga cyklu nosi tytuł „Time Travel”. Dowiemy się w niej, że podróże w czasie są możliwe, choć tylko w przyszłość, bo Wszechświat uniemożliwia paradoksy w rodzaju zabicia samego siebie w przeszłości. Poznamy dwa sposoby na odbycie takiej podróży, oba w tej chwili niemożliwe do przeprowadzenia ze względu na niemowlęcy charakter naszej technologii. Niejako przy okazji przekonamy się, że zegarki nie zawsze muszą działać tak samo na Ziemi, jak na jej orbicie.
Stephen Hawking

„The Story of Everything”, czyli część trzecia, to prawdziwe opus magnum. Dwukrotnie dłuższa od poprzednich odcinków (półtorej godziny; poprzednie po jakieś 45 minut) opowiada o tym, co Hawkinga zajmuje teraz chyba najbardziej. Mamy początek i koniec Wszechświata (ze znakomitym wykładem na temat „jak to wszystko powstało”), anatomię czarnej dziury, mamy wszelkie sposoby, na jakie może zakończyć się życie na Ziemi, mamy wreszcie motyw wyjścia w kosmos i zasiedlania innych planet. Hawking jest stanowczym zwolennikiem aktywnej eksploracji kosmosu, eksploracji nastawionej na poszukiwanie nowej Ziemi. Mówił o tym już wcześniej, choćby w odczycie z okazji pięćdziesięciolecia NASA.

Musicie wybaczyć, że o poszczególnych odcinkach opowiadam w kilku zdaniach, choć o każdym z nich dałoby się napisać sporą blogonotkę. Powód jest prosty: nie chcę psuć apetytu, chcę go rozbudzać. Realizacja całości jest technicznie bezbłędna, większość z tych trzech godzin programu to znakomite komputerowe wizualizacje, nigdy chyba na taką skalę nie praktykowane w telewizji. Chociaż cały czas obracamy się w kręgu skomplikowanych problemów z pogranicza fizyki i astronomii, ani przez chwilę nie ma szans na zagubienie się w tym wszystkim. Hawking jest mistrzem w konstruowaniu przykładów w banalny sposób tłumaczących najbardziej zawiłe teorie. Gdy zobaczycie na przykład jak rozbiegają się metalowe kulki na podłodze jadalni Uniwersytetu w Cambridge, od razu pojmiecie jak przebiegało formowanie się materii we wczesnym Wszechświecie - absolutne edukacyjne mistrzostwo świata. Całość jest przysiadalna dla każdego, ja sam zamierzam obejrzeć to jeszcze raz, ze swoimi sześcioletnimi dziećmi, gdy tylko program trafi do polskojęzycznej edycji Discovery[2]. Przy okazji uważam, że Ministerstwo Edukacji powinno kupić prawa do tej serii i puszczać je na lekcjach fizyki. Opad szczęk u dzieciarni gwarantowany.

***

HORACJO
Na Boga, to są niepojęte dziwy!

HAMLET
Przyjmij je zatem i nie próbuj pojąć.
Więcej jest rzeczy w niebie i na ziemi,
Niż się wydaje naszym filozofom,
Drogi Horacjo.

Hawking to anty-Hamlet, przynajmniej do pewnego stopnia. Nie wiem zresztą czy i sam królewicz duński nie zmieniłby zdania, gdyby dowiedział się, że człowiek może zajrzeć w okolice czarnej dziury i cofnąć się w czasie o 13,7 miliarda lat nie ruszając się zza biurka - głównie dlatego, że nie może. Myślę, że wzruszyłby się głęboko na myśl o tym czego dokonać może ludzki umysł, gdy tylko zechce zachwycić się rozgwieżdżonym niebem i nie będzie czuł respektu przed żadną tajemnicą. Pewnie mógłby przywołać wtedy Horacja, wskazać na niepozorną, skuloną w fotelu postać i powiedzieć: Ecce homo.

Stephen Hawking


Przypisy:

  1. When I gave a lecture in Japan, I was asked not to mention the possible re-collapse of the universe, because it might affect the stock market., gdyby się komuś nie chciało szukać. []
  2. co miejmy nadzieję nastąpi jakoś jesienią []

Uprzejmie donoszę

W związku z zasmucającą kondycją blogusia w ostatnim czasie pozwolę sobie wyjaśnić co się dzieje. Otóż:

  • Po primo życie zajmuje mnie ostatnio bardzo a będzie jeszcze gorzej, bo przede mną remont.
  • Po secundo czytam. Postanowiłem nie czekać do emerytury z przeczytaniem książek, które absolutnie przeczytać muszę i zacząłem już teraz. Im więcej czytam, tym bardziej zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam nic sensownego do przekazania Państwu Internautom. Ot, problem.
  • Po tertio przekopuję internety w poszukiwaniu różnych naukowych nudziarstw. Co ciekawsze wrzucam sobie o, tutaj. Zainteresowanych astronomią, fizyką, biologią, chemią i innymi zajęciami jajogłowych zapraszam. Zwracam tylko uwagę, że z reguły zabawa polega na tym, żeby klikać w linki pod obrazkami, bo najczęściej odsyłam do tekstu.

Mam kilka rzeczy w kolejce do poblogowania, ale trudno mi określić kiedy się za to zabiorę. Domenę w każdym razie opłacę na następny rok, za hosting już zapłaciłem, więc niech żywi nie tracą nadziei.

Na koniec bonus: w związku ze zmianą biurka wdrożyłem coś, co kiedyś zobaczyłem w czeluściach sieci. Nawet działa.