O baterii, która nie mogła

Jakoś tak w październiku padł mi iPhone. Pad objawiał się wieszaniem i losowymi rebootami. Początkowo pomagało przywracanie systemu, potem sprzęt zaczął się wieszać w trakcie instalacji tegoż a ja mogłem oglądać najprawdziwszy kernel panic i obrazki jądra sypiącego komunikatami w trybie tekstowym. Otworzyłem, podmuchałem, podumałem, zamknąłem. Zamknąłem też szufladę, do której trafił. Po ponad pół roku szufladę otworzyła żona, zainstalowała system i zameldowała, że przywróciła sprzęt do życia. Cud.

Cud trwał dwa dni - w tym czasie telefon działał bez zająknięcia. Po dwóch dniach nastąpiła powtórka z rozrywki: restarty, wywrotki, dramat. Przełączyłem się w tryb pomysłowego Dobromira i doszedłem do wniosku, że jednym elementem tego kawałka elektroniki, na który czas ma jakikolwiek wpływ, jest bateria. Bateria, która trzymała niby dzielnie (dwa-trzy dni bez konieczności ładowania) a jednak coś tu, prawda, było nie teges. Szybki rzut oka na Allegro - 44 zł jestem w stanie poświęcić.

Dziś właśnie dostałem przesyłkę, przełączyłem się w tryb Adama Słodowego i wsparty przez nieoceniony iFixit w pół godziny wymieniłem inkryminowany[1] element (jest na samym spodzie, trzeba wybebeszyć cały telefon). Myślałem, że trzeba będzie przeinstalować system - nic z tych rzeczy, wstał sam. Wszystko działa.

Morał i przesłanie: jeśli zdarzą Ci się podobne objawy, wiedz, że serwis jest daleko i jest drogi (90-130 zł plus koszty przesyłki). Jeśli osoba o tak drewnianych rękach jak moje dała radę, Ty też dasz. Dwie rady, ponad to, co doradza iFixit:

  1. śrubokręt z namagnesowaną końcówką - te osiem śrubek potrafi doprowadzić do rozpaczy przy wkręcaniu,
  2. kartę SIM wkładamy do slotu zaraz po włożeniu płyty głównej, przed przykręceniem czegokolwiek - od razu widać czy płyta jest na swoim miejscu czy może jednak niekoniecznie.

Przypisy:

  1. zawsze chciałem użyć tego słowa []