Pranie mózgu

Tytuł pochodzi rzecz jasna od niezapomnianego szlagieru Kasy i rozpoczyna dokument mający na celu rozwianie wszelkich wątpliwości dotyczących współpracy z reklamodawcami.

Zasada jest jedna: nie zamieszczam reklam. Bo nie.

Jest też pewne „ale”: przyjmuję zlecenia na recenzję czy opis oprogramowania lub sprzętu. Warunkiem przyjęcia takiego zlecenia jest głębokie przekonanie autora (czyli mnie), że mam cokolwiek sensownego do powiedzenia w danym przypadku. Z ubolewaniem stwierdzam, że nie znam się na wszystkim i chyba nawet znać się nie chcę. Przyjmijmy, że znam się nieźle na technologiach okołomicrosoftowych, co docenił sam Wielki Brat przybijając mi swego czasu pieczątkę pod tytułem MCSA. Radzę sobie również z Linuksem, choć tu mi akurat nikt pieczątki nie przybił. Na OS X znają się wszyscy, więc nawet o tym nie wspominam. Ups, wspomniałem.

Jest też warunek drugi: od urodzenia jestem indywidualistą, który nie znosi, gdy mu ktoś udziela dobrych rad, czy - niech Allah broni - usiłuje wpływać na święty proces twórczy. Teksty piszę na własnych warunkach, ale zawsze uczciwie. Gdy mi się coś nie spodoba - piszę o tym. Gdy mi się spodoba - też piszę. Możliwości wpływania na to, co ma mi się podobać, a co nie po prostu nie ma. To się nazywa „kręgosłup moralny”, czy jakoś podobnie.

Jeżeli jesteście w stanie przeboleć tak bezczelne warunki, jestem gotowy rozmawiać na temat szczegółów. Pierwszym szczegółem, który podlega uzgodnieniu jest oczywiście kwestia wynagrodzenia. No, może jednym z pierwszych.

Kłaniam.